Preparat dostępny w aptece za kilka złotych lekarstwem na raka, poronienia, autyzm, infekcje i niemal dowolne schorzenie? Ma trupią czaszkę na etykiecie i służy przede wszystkim do dezynfekcji ran. Mimo to na grupie facebookowej liczącej ponad 70 tysięcy członków przedstawiany jest jako panaceum. Za tą narracją stoi jeden człowiek – internetowy guru, który nie tylko udziela porad, nie posiadając uprawnień medycznych, ale też sam sprzedaje ten „magiczny” specyfik.
Rzecz dotyczy płynu Lugola, powszechnie znanego antyseptyku. W wyjątkowych sytuacjach – takich jak katastrofa w Czarnobylu – płyn ten podawany był krótkotrwale w celu ochrony tarczycy przed radioaktywnym jodem. W internecie zyskał jednak drugie życie. Dla części użytkowników stał się „naturalnym lekiem”, który ma zastąpić ekarzy i medycynę opartą na dowodach naukowych.
To nie jest niszowy zakątek internetu, a pokaźnych rozmiarów grupa na Facebooku, gdzie taką narrację od 2017 roku forsuje Michał Wolski – samozwańczy ekspert, który wokół jodu zbudował społeczność, biznes i odporny na krytykę system przekonań.
W tym artykule sprawdzamy, kim jest człowiek, który zdobył tysiące „pacjentów”, nie posiadając kwalifikacji medycznych, jak działa mechanizm dezinformacji w zamkniętych grupach i dlaczego zwykły antyseptyk przyciąga kobiety w ciąży, rodziców i osoby chore – ludzi, którzy internetowe wskazówki mogą potraktować jak medyczne zalecenia.
W skrócie:
- Płyn Lugola nie jest przeznaczony do suplementacji jodu. To antyseptyk wykorzystywany do dezynfekcji ran oraz w stomatologii i laryngologii. Krążące w internecie informacje o jego cudownych właściwościach leczniczych nie są zgodne z wiedzą naukową.
- Specjaliści zalecają suplementację jodu, jednak dawki sugerowane przez Michała Wolskiego są tysiące razy wyższe niż te oficjalnie rekomendowane przez lekarzy jako bezpieczne.
- W liczącej ponad 70 tysięcy członków grupie na Facebooku, którą stworzył Wolski, objawy wskazujące na przedawkowanie jodu przedstawiane są jako dowód na „odtruwanie organizmu”.
- Wolski to zajadły przeciwnik medycyny – w swoich postach zniechęca do badań prenatalnych, USG nazywa „pierwotną przyczyną poronień”, a lekarzy „psychopatami” i „sadystami”.
- Prowadzi też sklep internetowy, w którym sprzedaje płyn Lugola oraz inne produkty niewiadomego pochodzenia, a także wydawane własnym sumptem książki poświęcone teoriom spiskowym.
- Samozwańczy „ekspert od jodu” z wykształcenia jest ekonomistą, a jedyną styczność z medycyną w życiu zawodowym miał jako pracownik administracyjny szpitala w Bytomiu.
- Zamknięta formuła grupy sprzyja powstawaniu efektu kabiny pogłosowej (ang. echo chamber): Głosy krytyki są uciszane, a osoby kwestionujące tezy Wolskiego nazywane „niegotowymi” na przekazywaną przez niego wiedzę i usuwane ze społeczności.
Grupa dla „gotowych”
Grupa „Jod dla zdrowia” na Facebooku powstała w 2017 roku. Obecnie jest to jedno z centrów dyskusyjnych przeznaczonych dla antyszczepionkowców, przeciwników medycyny i nauki oraz wyznawców teorii spiskowych. Skala jej działalności zadziwia i zatrważa jednocześnie – grupa liczy bowiem 73 tysiące członków, a według statystyk Facebooka jej uczestnicy produkują ok. 150 postów miesięcznie (stan na 20 lutego 2026 roku).
W rzeczywistości grupa służy za biuletyn Michała Wolskiego – zajadłego przeciwnika medycyny i nauki, domorosłego znachora wyznającego jod jako lek na wszystko, autora wydawanych własnym sumptem publikacji oraz przedsiębiorcy, który zbudował biznesplan na sprzedaży swoich wypełnionych wiedzą tajemną „książek” oraz płynu Lugola i innych suplementów nieznanego pochodzenia. Co gorsza, jest to też przestrzeń wymiany bardzo szkodliwych, sprzecznych z nauką teorii spiskowych. Udzielane tam porady to jednak nic innego jak znachorstwo w najgorszym wydaniu, praktykowane bez żadnego nadzoru dzięki prywatności zapewnianej przez zamknięte grupy w mediach społecznościowych.
Sam Wolski twierdzi, że przekazywane przez niego informacje są przeznaczone dla ludzi „gotowych”. W praktyce oznacza to, że jeśli ktokolwiek zaczyna kwestionować jego twierdzenia lub drążyć, domagając się dalszych informacji, według Wolskiego po prostu nie jest gotowy na przyjęcie udostępnianej przez niego „cennej wiedzy”. Z takimi – jak wyjaśnia sam Wolski – nie warto dyskutować.
Na grupie można przeczytać między innymi o tym, że korzystanie z patelni czy piekarników powoduje raka ze względu na uwalniany kadm oraz że USG jest przyczyną poronień i autyzmu, a także poznać wiele innych, równie absurdalnych teorii. Wszystkie one nakierowane są na wywoływanie strachu u odbiorców. Na ich poparcie Wolski przytacza przypowiastki, dowody anegdotyczne oraz argumenty w rodzaju „po prostu wiem” lub „bo tak jest”.
Wszystko w porządku, tak ma być
Trzeba przyznać, że Michał Wolski obudował swoje narracje z każdej możliwej strony, dzięki czemu dla wielu osób może wydawać się przekonujący. Potrafi sprawnie obrócić większość zarzutów na korzyść własnych przekonań, a zgłaszane przez dyskutantów niepokojące objawy przedstawia jako zamierzone, będące skutkiem działania jodu oraz „oczyszczania organizmu”.
Swoje rewelacje popiera słowami nielicznych „ekspertów”, najczęściej zza granicy, a także rzekomymi badaniami bez podawania żadnych źródeł. Warto zwrócić tu uwagę na taktykę manipulacyjną znaną jako cherry-picking, czyli dobieranie argumentów pod tezę. Jak twierdzi sam Wolski, medycyna to „psychopatyczny przemysł”, ale nie dotyczy to „badań”, „ekspertów” czy „dowodów”, które działają na korzyść jego teorii.
Jeśli dyskusja dryfuje w stronę niepożądaną przez Wolskiego, ten błyskawicznie sięga po dodatkowe argumenty, zwykle opierające się na obecności w organizmie któregoś z szeregu toksycznych pierwiastków, np. fluoru, kadmu, arsenu, bromu itd. Jak można się łatwo domyślić, na wszystkie zgłaszane problemy odpowiedzią ma być jod w dawkach kilkusetkrotnie przekraczających te rekomendowane przez naukę, co według współczesnej wiedzy jest nie tylko niezdrowe, ale może być wręcz toksyczne.
Michał Wolski – „człowiek”
Michał Wolski to autor książek pt. Dzieje Mistyfikacji (2021) i Puszka Pandory (2022) oraz „człowiek, który wie bardzo dużo na temat jodu”. Niestety, próżno szukać informacji na temat tego, skąd czerpie wiedzę czy jak ją weryfikuje. Obecnie prowadzi stronę internetową, za pośrednictwem której sprzedaje swoje książki oraz zalecane przez siebie produkty nieznanego pochodzenia.
Przeszłość Wolskiego pozostaje zagadką w kontekście jego kwalifikacji do udzielania porad zdrowotnych. Na Facebooku wskazał, że ukończył Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach oraz że pracował m.in. w katowickiej firmie IT o nazwie COIG S.A. jako „operator elektronicznego przetwarzania danych”.
Z innych źródeł wynika, że mniej więcej w tym samym czasie został wspólnikiem w nieistniejącej już spółce jawnej WIGPOL, zajmującej się produkcją akcesoriów oraz „innych kurków i zaworów” do pojazdów mechanicznych i użytkowych. Był też jedną z dwóch osób reprezentujących spółkę, w której władzach pozostawał aż do 2022 roku, kiedy to jako jeden z sygnatariuszy podpisał uchwałę o jej rozwiązaniu i wykreśleniu z KRS.
Od 2008 roku Wolski prowadzi bloga w serwisie salon24.pl pod pseudonimem Kenny McCormick. Od 2016 roku opublikował tam tylko jeden wpis. Mimo że jego aktywność blogowa jest od lat bardzo ograniczona, z samych postów możemy dowiedzieć się między innymi, że w okolicach 2010 roku był pracownikiem administracyjnym Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu (oraz że nienawidzi ludzi). Na swoim profilu facebookowym informuje, że pracował tam na stanowisku „człowiek”. Tematyka wpisów na blogu sugeruje, że już wcześniej zaczął interesować się tzw. „medycyną alternatywną” (zwaną też pseudomedycyną), czego dowodem są teksty o coraz to śmielszych i dziwniejszych teoriach na temat zdrowia, medycyny, nauki i „psychopatów rządzących systemem”, ale też „elektrycznego kosmosu” i innych poglądów sprzecznych z aktualną wiedzą. Co najmniej od 2013 roku jest też otwartym przeciwnikiem szczepień.
Z powyższych informacji wynika, że praca w administracji szpitala to jedyny zawodowy kontakt z medycyną w dotychczasowej karierze Wolskiego. Nie przeszkadza mu to jednak w udzielaniu porad medycznych, tłumaczeniu procesów chemicznych w organizmie czy polecaniu jodu (tylko i wyłącznie w postaci płynu Lugola) w dawkach kilkaset razy przekraczających te zalecane przez naukowców.
Jednym z autorytetów Wolskiego, na którego ten lubi się powoływać, jest nieżyjący już amerykański lekarz Gus Prosch. Wolski pisze, że to „Dr. Gus Prosch z Instytutu Medycyny Biomolecularnej”. W rzeczywistości Gus Prosch był lekarzem ogólnym w Birmingham w stanie Alabama, który sam siebie określał „wiejskim doktorem” (county doctor). W swojej praktyce koncentrował się przede wszystkim na leczeniu otyłości, a w latach 80. założył własną klinikę paramedycyny oraz prowadził program w radiu i telewizji zatytułowany „Better Health with Dr. Prosch” (pol. Lepsze zdrowie z dr. Proschem).
Toksyczne porady samozwańczego eksperta
W jednym z wywiadów w serwisie YouTube Wolski potwierdza słowa prowadzącego, że „żaden lekarz absolutnie nie przepisze nam jodyny/Lugoli”, bo to trucizna, oraz śmieje się z tego, że na etykietach są trupie czaszki. On sam uważa, że „podawanie małych ilości jodu tylko pogarsza stan”, a „podstawowym źródłem jodu dla obecnie żyjącego człowieka jest tylko i wyłącznie płyn Lugola, ponieważ jodek potasu sam w sobie nie ma właściwości antybiotyku, trzeba go dużo więcej zażyć, żeby osiągnąć ten sam skutek”. Dalej mówi: „Jak się przyjmie małe ilości [jodu – przyp. Pravda], to on nie pomaga człowiekowi, tylko bakteriom, więc potem my jesteśmy schorowani, a te bakterie mają pełny potencjał”. Twierdzi również, że „niskie dawki [jodu – przyp. Pravda] karmią patogeny”. Notorycznie myli też jednostki, wymiennie mówiąc o gramach i miligramach:
Według encyklopedii Britannica z bodajże 1908 roku, gdzie jest mowa, że minimalną dawką jodu w postaci soli jest ok. 350 gramów soli jodu (…) Dlatego już wówczas musiano znać efekt takiej zbyt niskiej dawki, skoro takie właśnie wytyczne były podane, że dawkuje się sole jodu od 350 miligramów do ok. 2 gramów.
Zamiana miligramów na gramy i odwrotnie to nie jedyny problem Wolskiego. „Ekspert” twierdzi też, że czasami (zwłaszcza w Stanach) problemem jest kwestia nazewnictwa: „na 2% płyn czasami się mówi 1%, ewentualnie 3%, z kolei 5% czasami jest nazywany 12%”. Natomiast dawkę dla siebie wyliczył na podstawie swojej wagi oraz tego, ile jodu potrzeba do odkażenia jednego litra wody. W wywiadzie znalazło się o wiele więcej mrożących krew w żyłach stwierdzeń niepopartych żadnymi faktami i sprzecznych z aktualną wiedzą naukową.
W swoich wypowiedziach Wolski wykorzystuje seriami dowody anegdotyczne. Przytacza na przykład rozmowę z dwiema położnymi, podczas której opowiedział im o jodzie. Jak wspomina: „one się zamyśliły i stwierdziły, że 30 lat temu, jak były młode, miały w szpitalu bardzo dużo spirytusu skażonego jodem, ale się tym nie przejmowały i sobie go popijały. I się okazało, że prawdopodobnie one są w takiej dobrej formie dlatego, że się zaprawiły tym jodem jako młode pielęgniarki”. Oczywiście wszystkie dowody anegdotyczne, po które sięga, pozbawione są jakichkolwiek danych. Budzi to poważne wątpliwości, czy przytaczane przez niego sytuacje w ogóle miały miejsce.
Antyseptyk czy suplement? Jak NIE stosować płynu Lugola
Płyn Lugola to wodny roztwór jodu i jodku potasu. Preparat ma przede wszystkim działanie antyseptyczne – niszczy bakterie, wirusy i grzyby – dlatego przeznaczony jest do stosowania zewnętrznego, np. do dezynfekcji skóry. Bywa używany w stomatologii i laryngologii.
Płyn Lugola jest także znany z zastosowania w sytuacjach zagrożenia skażeniem promieniotwórczym – podanie stabilnego jodu ma wówczas na celu ograniczenie wychwytywania tego pierwiastka w postaci radioaktywnej przez tarczycę. Jest to jednak działanie jednorazowe lub krótkotrwałe, prowadzone według ściśle określonych zaleceń służb sanitarnych.
Płyn Lugola nie jest standardowym preparatem do codziennej suplementacji jodu – w tym celu stosuje się inne formy tego pierwiastka i odmienne dawki, dobierane w zależności od wieku pacjenta, jego stanu zdrowia oraz zaleceń lekarza.
Zalecenia publikowane przez prowadzącego grupę na Facebooku wyraźnie odbiegają od tego, co mówią lekarze. Specjaliści podkreślają, że zapotrzebowanie na jod liczy się w mikrogramach dziennie. Tymczasem Wolski zaleca przyjmowanie jodu w miligramach. Różnica jest ogromna: 1 miligram to 1000 mikrogramów.
Problem bezpieczeństwa płynu Lugola obejmuje nie tylko dawki, ale także jakość samego preparatu. Farmaceuci zwracają uwagę, że produkty dostępne w aptekach często przeznaczone są do użytku zewnętrznego, a więc ich czystość nie musi odpowiadać standardom wymaganym dla preparatów przyjmowanych doustnie. Oznacza to, że płyn Lugola kupowany „z półki” nie jest automatycznie produktem przeznaczonym do picia, a jego skład i poziom ewentualnych zanieczyszczeń oceniane są pod kątem deklarowanego zastosowania, nie codziennego spożycia.
W praktyce preparaty na bazie jodu przeznaczone do stosowania wewnętrznego przygotowuje się w aptekach jako leki recepturowe, na indywidualne zlecenie lekarza i w ściśle określonych dawkach. Tymczasem Wolski – który jednocześnie sprzedaje płyn Lugola nieznanego pochodzenia w swoim sklepie internetowym – zachęca użytkowników grupy do codziennego jego spożywania. Z czasem zalecenia zaczynają żyć własnym życiem: członkowie społeczności udzielają sobie nawzajem porad, utrwalając te same postulaty nawet bez bezpośredniego udziału założyciela.
Ciąża bez USG, za to z płynem Lugola
Jedną z grup odbiorczych Wolskiego są kobiety w ciąży, co wydaje się szczególnie niepokojące. Na grupie facebookowej pojawiają się treści zniechęcające je do wykonywania USG, szczepień, badań dodatkowych czy suplementacji witamin, a jako rzekomą gwarancję prawidłowego rozwoju dziecka przedstawia się przyjmowanie wysokich dawek jodu w formie płynu Lugola.
Faktem jest, że w ciąży wzrasta zapotrzebowanie na jod, jednak mówimy o stosunkowo niewielkich ilościach liczonych w mikrogramach. Różne instytucje podają bardzo zbliżone wartości: WHO wskazuje, że całkowite dzienne spożycie jodu w ciąży powinno wynosić około 250 µg (z diety i suplementów), ponieważ pierwiastek ten jest niezbędny do prawidłowego rozwoju płodu.
Z kolei prof. Rafał Stojko z Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników w komentarzu udzielonym naszej redakcji zwraca uwagę, że w praktyce klinicznej codzienna suplementacja wynosi zwykle 150–200 mikrogramów jodu, co – wraz z jodem dostarczanym w diecie – pozwala osiągnąć zalecany poziom jego spożycia. Tymczasem w komentarzach, w odpowiedzi na pytanie, w jakich dawkach brać jod, by nie zaszkodzić dziecku, Wolski proponuje 100 miligramów (czyli 100 tysięcy mikrogramów).
Sam fakt, że należy suplementować jod, nie oznacza że powinien on być przyjmowany w dowolnej formie. W suplementacji stosuje się zwykle preparaty zawierające jodek potasu w dawkach liczonych w mikrogramach. Płyn Lugola nie jest standardowym preparatem do suplementacji jodu ani zalecaną formą jego przyjmowania w ciąży. Instytucje zdrowia publicznego i eksperci podkreślają, że preparaty ze stabilnym jodem, w tym roztwory jodu, powinny być stosowane tylko w określonych sytuacjach (np. zagrożenia skażeniem promieniotwórczym) i zgodnie z zaleceniami służb lub lekarza, a ich samodzielne przyjmowanie może być szkodliwe.
Objawy ostrzegawcze czy „oczyszczanie organizmu”?
Niedobór jodu rzeczywiście jest szkodliwy – u kobiet w ciąży może prowadzić do zaburzeń pracy tarczycy i nieprawidłowego rozwoju płodu, dlatego lekarze zalecają jego suplementację. Nie oznacza to jednak, że im więcej jodu, tym lepiej. Nadmiar również potrafi być niebezpieczny.
Prof. Stojko podkreśla, że przyjmowanie zbyt dużych dawek jodu szkodzi zarówno matce, jak i dziecku. U płodu może dojść do powiększenia tarczycy, a u ciężarnej do zaburzenia funkcji tego gruczołu – zarówno nadczynności, jak i niedoczynności. W skrajnych przypadkach przedawkowanie jodu prowadzi do ostrego zatrucia, objawiającego się m.in. bólami brzucha, wymiotami, zaburzeniami rytmu serca, a nawet utratą przytomności. Możliwe są również niepożądane reakcje skórne.
Na grupie „Jod dla zdrowia” niepokojące objawy po przyjęciu jodu bywają przedstawiane jako coś pozytywnego – dowód, że organizm się „oczyszcza”. W praktyce tworzy to błędne koło: jod jest polecany na niemal każdy problem, a jeśli po jego przyjęciu pojawiają się dolegliwości, są one interpretowane nie jako możliwy skutek uboczny, lecz jako potwierdzenie, że preparat działa.

Tymczasem takie tłumaczenia nie mają podstaw naukowych. Jak mówi prof. Stojko: „określenia «oczyszczanie organizmu» nie mieszczą się w nomenklaturze medycznej i nie powinny być wykorzystywane przy przekazywaniu zaleceń medycznych. Stosowanie suplementacji powinno być zgodne z rejestracją produktu”. Oznacza to, że preparaty powinny być używane zgodnie z wskazaniami oraz w dawkach określonych przez producenta i lekarzy, a nie według dowolnych interpretacji pojawiających się w internecie.
Zamknięty krąg przekonań
Historie i porady publikowane w takich miejscach jak grupa Michała Wolskiego nie są przypadkowym zbiorem opinii, lecz wpisują się w dobrze znany mechanizm dezinformacji zdrowotnej. Najpierw podważa się zaufanie do lekarzy i badań diagnostycznych – pojawiają się sugestie, że USG czy inne procedury są szkodliwe albo zupełnie zbędne. W ich miejsce proponuje się jedno rzekomo uniwersalne rozwiązanie. Jeśli pojawiają się skutki uboczne, nie są one traktowane jako sygnał ostrzegawczy, lecz reinterpretowane jako dowód, że preparat działa i organizm się „oczyszcza”.
Dużą rolę w rozprzestrzenianiu i utrwalaniu pseudomedycznych narracji odgrywa też sama społeczność. Użytkownicy zamkniętych grup w mediach społecznościowych wzajemnie utwierdzają się w swoich przekonaniach, a głosy krytyki występują tam bardzo rzadko i są szybko ucinane. W efekcie powstaje zjawisko znane jako efekt kabiny pogłosowej (ang. echo chamber) – wytwarza się środowisko, w którym powtarzane wielokrotnie twierdzenia zaczynają brzmieć jak fakty, choć nie mają oparcia w dowodach naukowych. Konsekwencje takich porad mogą być za to jak najbardziej realne – zwłaszcza gdy dotyczą zdrowia kobiet w ciąży i ich dzieci.
Ze względu na szkodliwy charakter obecnych tam treści oraz promowanie informacji sprzecznych z wiedzą naukową zdecydowaliśmy się nie dodawać w artykule linków do sklepu internetowego Michała Wolskiego, jego grupy facebookowej ani do publikowanych tam postów.

