Hubert Supeł

Szeroko pojęta wiedza o błędach poznawczych razem z matematyką, fizyką i astronomią od dawna są moimi pasjami. Obecnie studiuję w Szkole Głównej Handlowej, gdzie poszerzam moje zainteresowania m.in. o ekonomię polityczną w ramach Studenckiego Koła Naukowego Ekonomii Politycznej. W wolnych chwilach gram w szachy oraz piszę wiersze dla siebie i przyjaciół. W Pravdzie pełnię rolę redaktora naczelnego. Kocham spokój i naturę.

Okładka Mateusz Morawiecki

Czy wystąpienie Mateusza Morawieckiego mogło trwać tylko 10 minut?

Bartosz Arkluczowicz, Twitter, 19 Października 2021
Bartosz Arkluczowicz, Twitter, 19 Października 2021

Informację uznajemy za prawdziwą, ponieważ zgodnie z oficjalnym porządkiem obrad Parlamentu Europejskiego czas, który został przydzielony Mateuszowi Morawieckiemu wynosił 10 min, a mimo upomnień jego przemówienie zajęło ponad 30 minut.

Wniosek premiera

13 października rzecznik premiera poinformował na Twitterze, że Mateusz Morawiecki wystosował wniosek o udział w debacie Parlamentu Europejskiego w sprawie kryzysu praworządności w Polsce i kwestii pierwszeństwa prawa UE. Debata odbyła się 19 października i głos zabrał na niej premier Mateusz Morawiecki.

Ile miał czasu?

Przydzielanie czasu wystąpień i określanie listy mówców jest opisane w art. 171 Regulaminu Parlamentu Europejskiego. W projekcie porządku obrad (14-ego października) Mateuszowi Morawieckiemu przydzielono 10 minut. Art. 157 Regulaminu PE mówi, że ostateczny projekt porządku obrad jest udostępniany na co najmniej 3 godziny przed pierwszym posiedzeniem w 4-dniowej sesji. Oznacza to, że każdy mógł zapoznać się z przeznaczonym mu czasem na wypowiedź już 18 października (w pierwszy dzień sesji).

O czym mówił premier?

W swoim przemówieniu premier mówił o wyzwaniach dla Unii Europejskiech związanych z różnymi kryzysami (m.in. energetycznym, migracyjnym i inflacyjnym). Wspomniał również o obopólnych korzyściach związanych z członkostwem Polski w UE, a następnie przeszedł do głównego tematu debaty – wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

Debata parlamentarna

Na początku posiedzenia, jeszcze przed przemówieniem Mateusza Morawieckiego, głos zabrała Ursula von der Leyen. Przewodnicząca Komisji Europejskiej wymieniła konsekwencje, jakie Unia Europejska może wyciągnąć w związku z „narażeniem na ryzyko wspólnych, unijnych wartości” przez Polskę.

Potencjalne konsekwencje dla Polski

Pierwszą z metod są kary finansowe za niewykonanie wyroku TSUE, które na drodze sądowej są nakładane na wniosek Komisji Europejskiej (więcej informacji w naszym artykule). Możliwe jest również zastosowanie mechanizmu warunkowości, który umożliwia wstrzymanie środków z budżetu UE. Mechanizm ten może być zastosowany, gdy dojdzie do naruszenia np. skutecznej kontroli sądowej wykonywanej przez niezawisłe sądy lub działań organów państwowych, które mają wpływ na należyte zarządzanie finansami z budżetu UE (art. 4 pkt 2 lit. d i h). Kolejną alternatywą jest ograniczenie praw Polski wynikających z traktatów na podstawie artykułu 7 Traktatu o UE.

Wynik debaty i głosowania

Dzień po debacie Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której zaprezentował swoje stanowisko i wezwał Radę Unii Europejskiej i Komisję Europejską do zastosowania omawianych rozwiązań. W rezolucji podkreślono, że prośby te nie mają pełnić roli kary dla obywateli Polski, lecz są „środkami prowadzącymi do przywrócenia rządów prawa w Polsce”. Rezolucja nie ma jednak charakteru wiążącego i jest jedynie „wskazówką” dla Komisji i Rady.

Okładka Czy przez PiS Polska może stracić środki unijne?

Czy przez PiS Polska może stracić środki unijne?

Ostatnio w debacie publicznej zawrzało w związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 14 lipca. Wyrok ten stwierdza, że Polska łamie niektóre przepisy unijnych traktatów regulujące sądownictwo. Na mocy art. 260 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, Polska ma obowiązek wykonać wyrok – zmienić obowiązujące przepisy. Oprócz tego, Trybunał wydał dzień wcześniej postanowienie o środkach tymczasowych w drugiej sprawie, która również dotyczy polskiego sądownictwa. W tym postanowieniu TSUE zobowiązało Polskę do tymczasowego wstrzymania stosowania niektórych przepisów. 

Czym różnią się te dwie sprawy?

Obie sprawy dotyczą sądownictwa, jednak odnoszą się do innych przepisów. Pierwszą sprawę rozpoczęto skargą wniesioną 25 października 2019 roku przez Komisję Europejską na polskie przepisy dot. przede wszystkim postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów. W tej sprawie TSUE wydało 15 lipca 2021 roku wyrok. Druga skarga wpłynęła do TSUE 1 kwietnia 2021 roku i dotyczyła nowych przepisów sądowniczych wprowadzonych ustawą z dnia 20 grudnia 2019 roku, czyli nieobjętych poprzednią skargą. Czytamy w niej, że według Komisji Europejskiej, przepisy tej ustawy.:

“[…] [między innymi – przyp. Pravda] przekazując na wyłączność jednej z izb SN rozpoznawanie zarzutów i zagadnień prawnych dotyczących braku niezależności sądu lub braku niezawisłości sędziego, powodują uchybienia zobowiązaniom traktatowym Polski.” 

Skarga KE z dnia 1 kwietnia 2021 roku, Sprawa C-204/21

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego

Zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 14 lipca postanowienia TSUE nie mają bezpośredniego wpływu na polskie prawo. Jednak TSUE wcale nie przypisuje ani swoim wyrokom, ani postanowieniom takich uprawnień. Z drugiej strony wykonanie postanowienia wymaga zmiany polskich przepisów, lecz TSUE jedynie zobowiązuje do tej zmiany polskiego ustawodawcę. Tym samym ani postanowienie, ani wyrok nie wpływają bezpośrednio na polskie prawo, czyli są zgodne z wyrokiem TK.

Środki z programów unijnych zagrożone?

W odpowiedzi na pojawiające się napięcia między polską władzą a Komisją Europejską, wśród opozycji pojawiły się głosy, że niewykonanie postanowienia i wyroku doprowadzi do utraty środków z programów unijnych, jednak traktaty nie przewidują takiego rozwiązania. Jedyną formą odpowiedzialności przewidzianą w tym przypadku jest kara finansowa

Niewykonanie wyroku TSUE

Nałożenie kar finansowych umożliwia art. 260 ust. 2 Traktatu o funkcjonowaniu UE, ale jedynie w oddzielnej sprawie – o niewykonanie wyroku TSUE. Taką sprawę może wnieść Komisja, kiedy uzna, że Polska nie zaprzestaje stwierdzonym uchybieniom. Kluczowym słowem jest tu „wyrok”, ponieważ w drugiej sprawie wydano jedynie postanowienie, a art. 260 nie obejmuje postanowień. Zatem najpierw w tej sprawie musi zapaść wyrok, a dopiero potem, w przypadku niewykonania wyroku, KE może wystąpić do TSUE o nałożenie na Polskę kar finansowych. Mimo takiego stanu prawnego, KE groziła rządzącym w oficjalnym liście wystąpieniem o kary finansowe zarówno za niewykonanie postanowienia jak i wyroku.

Wysokość kar finansowych

Wysokość kar nie jest jednoznacznie określona. W art. 260 ust. 2-3 TFUE znajdujemy zapisy:

“Jeżeli Trybunał stwierdzi, że nastąpiło naruszenie prawa [niewykonanie wyroku TSUE – przyp. Pravda], może nałożyć na dane Państwo Członkowskie ryczałt lub okresową karę pieniężną w wysokości nieprzekraczającej kwoty wskazanej [w skardze – przyp. Pravda] przez Komisję.“

Brak sankcji za zignorowanie postanowienia?

Mimo że możliwość zobowiązania kraju do podjęcia środków tymczasowych  postanowieniem TSUE (tutaj – tymczasowego wstrzymania stosowania przepisów) jest przewidziana w traktatach, to nie zakładają one żadnych kar za ich niewypełnienie i opierają ten obowiązek jedynie na moralnej powinności dotrzymywania umów czy, ugruntowanej w art. 4 ust. 3 TUE, zasadzie lojalnej współpracy.

Werdykt: fałsz

Na podstawie powyższych informacji wypowiedź uznajemy za fałszywą, ponieważ ewentualne kary pieniężne nie będą pokryte ze środków z programów unijnych, a ich wielkość nie musi być rzędu 770 mld zł, co sugeruje posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Okładka Czy przed rządami PiS co 4 dziecko było ubogie?

Czy przed rządami PiS co 4 dziecko było ubogie?

Między innymi dlatego, że sprawy społeczne były położone [tj. zaniedbywane – przyp. Pravda] za czasów PO, że np. co czwarte dziecko w Polsce było ubogie, że 4 mln ludzi zostawiliście na umowach śmieciowych poza ubezpieczeniami społecznymi, wygrał PiS.

Hanna Gill-Piątek, TVN24, Kawa na ławę, 4 lipca 2021 r.

Wypowiedź uznajemy za fałszywą, ponieważ w 2015 roku ubóstwo dotknęło co piąte dziecko, a szacunkowa liczba osób, z którymi zawarto tzw. umowy śmieciowe, wyniosła wtedy 1,3 mln.

Słowa Hanny Gill-Piątek padły w programie TVN24 „Kawa na ławę”, podczas którego politycy kilku ugrupowań wypowiadali się m.in. na temat powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki. Posłanka partii Polska 2050 starała się wskazać przyczynę porażki PO w wyborach w 2015 roku.

Ubóstwo dzieci

Zgodnie z raportem GUS, relatywne ubóstwo dzieci w 2015 wyniosło 20,6%. Oznacza to, że co piąte dziecko mieszkało w rodzinie, w której poziom życia był znacznie niższy niż pozostałych członków społeczeństwa. Ubóstwo skrajne w 2015 roku dotknęło 9% dzieci. Ich sytuacja ekonomiczna nie pozwalała na zaspokojenie podstawowych potrzeb i prowadziła do wyniszczenia zdrowia i zagrożenia życia. Trzecim rodzajem ubóstwa jest ubóstwo ustawowe wskazujące poziom dochodu, który kwalifikuje rodzinę do pomocy pieniężnej od państwa.

Umowy śmieciowe

GUS w publikacji z 2018 roku oszacował, że osób, które w roku 2015 pracowały wyłącznie na podstawie umowy zlecenia lub umowy o dzieło (tzw. umów śmieciowych), było 1,3 mln. Należy pamiętać, że jest to jedynie wartość szacunkowa i rzeczywista liczba takich osób może się od niej różnić.

Dlaczego PiS wygrał wybory w 2015?

Posłanka Hanna Gill-Piątek doszukiwała się przyczyny sukcesu politycznego PiS w polityce PO, które rzekomo ignorowało problem ubóstwa dzieci i umów śmieciowych. Liczba umów śmieciowych po objęciu rządów przez PiS nie zmieniła się znacząco, jednak skrajne ubóstwo dzieci spadło z 9% na 5,8%, a relatywne – z 20,6% do 16,4%. GUS za wielce prawdopodobną przyczynę tego zjawiska podaje wprowadzenie programu 500+ (str. 18).

Okładka Czy nowy lek na koronawirusa jest skuteczny w 97% przypadków?

Czy nowy lek na koronawirusa jest skuteczny w 97% przypadków?

Sotrovimab – nowy lek na COVID-19 jest stosowany w Zjedn. Emir. Arabskich od 2 tygodni. U ponad 97 proc. chorych wykazano poprawę w ciągu co najmniej 5 dni po zastosowaniu – podał resort zdrowia.

Konrad Berkowicz, Twitter, 1 lipca 2021 r. 

Wypowiedź uznajemy za prawdziwą, ponieważ resort zdrowia Zjednoczonych Emiratów Arabskich rzeczywiście podał taką informację o wpływie nowego leku na stan chorych na COVID-19.

Czym jest Sotrovimab?

Sotrovimab to lek na COVID-19, który stosuje się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich od połowy czerwca tego roku. Jest on przeznaczony dla osób powyżej 12 roku życia. Jego działanie opiera się na przeciwciałach monoklonalnych, które „udają” te produkowane przez człowieka przechodzącego infekcję COVID-19.

Nie tylko w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Pod koniec maja lek został dopuszczony do użytku przez Agencję Żywności i Leków (FDA) w Stanach Zjednoczonych. Również Europejska Agencja Leków (EMA) wydała pozytywną rekomendację na dopuszczenie Sotrovimabu do użytku. Badania producenta wykazały, że lek obniża ryzyko śmierci i hospitalizacji trwającej dłużej niż dobę o 85%. Badanie przeprowadzono na osobach niepoddanych tlenoterapii i bez oznak ciężkiego przebiegu, dlatego lek nie jest dopuszczony do użytku w tych przypadkach.

Skuteczne w 97%?

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich lek podano osobom, które należały do grupy podwyższonego ryzyka z powodu chorób takich jak: otyłość, nowotwory, choroby nerek, choroby płuc, choroby serca, cukrzycy, nadciśnienia lub alergii. W ciągu 5-7 dni od podania leku ponad 97% pacjentów (z 658) było bliskie pełnego wyzdrowienia, a ich objawy ustąpiły. Około 59% wszystkich pacjentów miało 50 lat i więcej. 

Brak naukowego potwierdzenia

Informacja podana przez arabski resort zdrowia nie jest jednak badaniem naukowym, a zwykłą statystyką szpitalną. Nie mamy wystarczająco rzetelnych informacji, aby ocenić, czy w rzeczywistości lek jest aż tak skuteczny, ponieważ zastosowano go na niekontrolowanej próbie. Jedynym rzetelnym źródłem informacji na temat skuteczności Sotrovimabu są na razie badania producenta, które pozytywnie oceniono przez amerykańską Agencję Żywności i Leków oraz Europejską Agencję Leków.

Okładki Decyzja o środkach własnych UE i Fundusz Odbudowy

Decyzja o środkach własnych UE i Fundusz Odbudowy

My nie będziemy głosować nad tym, czy rozdać środki unijne, my będziemy głosowali, skąd je wziąć i tutaj jest potrzebna zgoda polskiego Sejmu.

Krzysztof Bosak, Minęła dwudziesta, 2 maja 2020 r., od: 19:00

Informację uznajemy za manipulację, ponieważ możliwość rozdysponowania 750 mld euro z przewidzianych 1,8 bln budżetu UE na 2021-2027 jest uzależnione od podjęcia decyzji o rozszerzeniu źródeł zasobów własnych UE, którą ratyfikowano w Sejmie.

Chociaż Rada Europejska już w grudniu ostatecznie przewidziała rozszerzenie zasobów własnych UE, wymagane było jeszcze zatwierdzenie tej decyzji w każdym kraju członkowskim (TFUE Art. 311).

Fundusz Odbudowy

17 grudnia 2020 Rada Europejska przyjęła Wieloletnie Ramy Finansowe na lata 2021-2027 (WRF – 1 074,3 mld EUR) oraz instrument odbudowy NextGenerationEU (NGEU – 750 mld EUR). NGEU jest specjalnym funduszem przeznaczonym na odbudowę gospodarek dotkniętych kryzysem pandemicznym. Aby pocovidowe wsparcie zostało wprowadzone, wymagane są dodatkowe środki w Unii Europejskiej i nowe źródła ich pozyskania. Bez nich nie będzie możliwe rozdysponowanie 750 mld euro z 1,8 bln euro (Sekcja 1.).

Nowe zasoby własne UE

Unia Europejska uznała, że pozyskanie nowych środków w budżecie UE nie powinno obciążać budżetów państw członkowskich. W związku z tym pieniądze na Fundusz Odbudowy nie będą przekierowane z istniejących funduszy budżetów państw członkowskich. Środki te trafią bezpośrednio do UE z podatków nałożonych odgórnie przez UE (Sekcja 3.2). Nowe podatki kontynuują dotychczasową “zieloną politykę” UE, ponieważ część z nich obciąża praktyki uznawane za nieprzyjazne środowisku.

Krajowy Plan Odbudowy

Równolegle z ratyfikowaniem decyzji o środkach własnych debatowano Krajowy Plan Odbudowy. Jest on wymagany przez główną część NGEU (której by nie było bez decyzji o środkach własnych) – Instrument na Rzecz Odbudowy i zwiększenia Odporności (672,5 mld EUR). Państwa członkowskie są zobowiązane do wysłania Krajowych Planów Odbudowy zawierających pakiet reform i publiczne projekty inwestycyjne finansowane z Instrumentu. Państwa w KPO muszą trzymać się wytycznych UE co do celowości wydatkowania funduszy europejskich.

Wordpress okladki 18

Czy stoimy na skraju masowej i legalnej inwigilacji?

Państwo za pomocą tej ustawy będziecie mieli możliwość śledzenia telefonu każdego kierowcy i pasażera bez względu na to, czy jadą autostradą, drogą ekspresową, drogą krajową, wojewódzką, powiatową czy gminną, nawet gdy auto stoi w garażu, jeśli ktoś na czas nie wyłączy tej aplikacji.

Jakub Kulesza 28. posiedzenie Sejmu (dzień drugi) 15 kwietnia 2021; Nagranie: 14:00

Korekta 23 kwietnia: Dodano trzecią formę opłaty za przejazd i jej opis. Uszczegółowiono zakres autostrad objętych zmianą wyłącznie do autostrad zarządzanych przez urząd państwowy.

Wypowiedź uznajemy za fałszywą, ponieważ wspomniana ustawa nie zmusza kierowców samochodów osobowych i pasażerów do przesyłania komukolwiek swojej lokalizacji.

Wypowiedź padła 15 kwietnia na 28. posiedzeniu sejmu, gdy omawiano Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o autostradach płatnych oraz o Krajowym Funduszu Drogowym oraz niektórych innych ustaw. Jakub Kulesza oraz inni posłowie opozycji zarzucili projektowi wprowadzanie inwigilacji obywateli, jednak to polityk Konfederacji najsilniej zaatakował projekt. Zastosował on zarówno określenie „masowej” inwigilacji, jak i porównał inicjatywę do metod kontroli obywateli w Chinach.

Nie ma takiego systemu masowej inwigilacji obywateli. Nawet Chińska Republika Ludowa, która znana jest z rozwoju technologii, masowej inwigilacji własnych obywateli, nie zdecydowała się na śledzenie czy geolokalizację aut osobowych własnych obywateli.

Jakub Kulesza 28. posiedzenie Sejmu (dzień drugi) 15 kwietnia 2021

Zmiana systemu opłat za przejazd autostradami

Obecnie opłaty za przejazd płatnymi autostradami odbywają się w trzech formach: bezpośrednio na bramkach autostrady, przy użyciu systemu viaTOLL korzystającego z technologii radiowej krótkiego zasięgu lub za pomocą aplikacji odczytującej tablice rejestracyjne (np. Autopay).

Pierwsza metoda obniża płynność ruchu, ponieważ wymaga zatrzymania auta przy wjeździe i wyjeździe z autostrady. Druga metoda polega na elektronicznym i automatycznym naliczeniu opłaty przy wykryciu specjalnego urządzenia radiowego w pojeździe przejeżdżającym przez punkt kontrolny. Zamontowanie takiego urządzenia jest obowiązkowe wyłącznie w pojazdach ciężkich. Dzięki ostatniej metodzie kierowcy , którzy rzadziej korzystają z autostrad, również mogą ominąć oczekiwanie przed bramkami bez potrzeby kupowania urządzenia radiowego. Za każdym razem, gdy zarejestrowany w aplikacji pojazd przejeżdża autostradą, system wykrywa jego tablice rejestracyjne i nalicza opłatę. Obecnie metoda ta obowiązuje wyłącznie na autostradach niezarządzanych przez państwo.

Zmiana zaproponowana w projekcie ustawy zakłada zastąpienie dotychczasowych metod płatności stosowanych na autostradach zarządzanych przez państwo (manualnie i viaTOLL). Do głównych zalet rozwiązania należy usunięcie bram wjazdowych i wyjazdowych. Zamiast tego pojazdy lekkie będą mogły kupić tzw. „bilet autostradowy” lub skorzystać z komentowanego przez Jakuba Kuleszę systemu e-TOLL (Art. 1 pkt 2 lit. e). 
Bilet autostradowy będzie można zakupić np. na stacjach paliw lub online, podając m.in. numer rejestracyjny i trasę przejazdu po autostradzie (Art. 1 pkt 2 lit. e). System e-TOLL (nieobowiązkowy dla pojazdów lekkich) będzie lokalizował satelitarnie samochód i przy przejeździe autostradą automatycznie dokona opłaty (Ocena skutków regulacji s. 85-86).

Ustawa nie nakłada obowiązku lokalizowania pojazdu non-stop, jedynie umożliwia wyręczenie kierowcy z zakupu biletu autostradowego, kiedy zlokalizowany w aplikacji nią przejedzie. W przypadku samochodów osobowych (bez przyczepy) nigdy nie ma obowiązku korzystania z e-TOLL. Uczciwość kierowców będzie weryfikowana przy użyciu systemu ANPRS (Raport z konsultacji s. 98), który odczytuje tablice rejestracyjne samochodów na autostradzie i porównuje je z tymi samochodami, których przejazd opłacono.

Wordpress okladki 1

Czy nakaz noszenia maseczek jest zgodny z prawem?

Od kilku dni pojawiają się wiadomości mówiące o tym, że nakaz noszenia maseczek jest już zgodny z prawem. Powołują się one na artykuł na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich z 24 marca.

Informację uznajemy za prawdziwą, ponieważ nakaz jest już zgodny z prawem.

Chociaż delegacja ustawowa (upoważnienie do uregulowania niektórych spraw rozporządzeniem) została odpowiednio rozszerzona już pod koniec listopada, a zgodne z prawem rozporządzenie na jej podstawie wydano na początku grudnia, informacja ta pojawiła się w niektórych gazetach dopiero, gdy napisał o tym Rzecznik Praw Obywatelskich.

Od samego początku pandemii wiele osób podważało zgodność z prawem nakazu noszenia maseczek. Sam Rzecznik Praw Obywatelskich zgodził się, że obowiązek zakrywania ust i nosa w miejscach ogólnodostępnych wprowadzono z naruszeniem zasad, gdyż taki nakaz zgodnie z Konstytucją (Art. 31. ust. 3.) można nałożyć jedynie ustawą, tymczasem podstawą wprowadzenia obowiązku noszenia maseczki od 29 listopada jest i przedtem była ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi (obecnie: Art. 46b. pkt 13. dodany w Art. 15. pkt 2. lit. c, przedtem: Art. 46b. pkt 4.).

Delegacja ustawowa przed i po 29 listopada

Przed zmianą 29 listopada wprowadzenie nakazu rozporządzeniem było według ustawy możliwe tylko wobec osób chorych lub podejrzanych o zachorowanie, więc w innych przypadkach był on bezpodstawny.

W rozporządzeniu […] można ustanowić […] obowiązek poddania się badaniom lekarskim oraz stosowaniu innych środków profilaktycznych i zabiegów przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie

Ustawa z dnia 8 grudnia 2008 r. o zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi (stan sprzed 29 listopada), Art. 46b. pkt 4.

Z tego powodu sądy uchylały kary pieniężne nałożone za nieprzestrzeganie bezpodstawnego nakazu (§ 25 ust. 1).

Jednak 29 listopada razem z wejściem w życie ustawy covidowej z dnia 28 października 2020r. rozszerzyła się delegacja ustawowa, wprowadzając do artykułu 46b. punkt 13.

W rozporządzeniu […] można ustanowić […] nakaz zakrywania ust i nosa, w określonych okolicznościach, miejscach i obiektach oraz na określonych obszarach, wraz ze sposobem realizacji tego nakazu.

Ustawa z dnia 28 października o zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi (ujednolicona), 46b. pkt 13.

Nie znaczy to, że 29 listopada przepis starego rozporządzenia stał się zgodny z prawem, ponieważ nadal odwoływał się do starego przepisu z ustawy (Art. 29), który nie pozwalał na wprowadzenie takiego nakazu na każdą osobę. 1 grudnia w nowym rozporządzeniu odwołano się do znowelizowanych przepisów.

Niektórzy nadal nie zgadzają się, że ustawa daje możliwość wprowadzenia ogólnego nakazu. Argumentują oni, że w rozporządzeniu “okoliczności, miejsca i obiekty” są zbyt ogólnie wskazane i nie spełniają warunku bycia “określonymi”.

Sankcje za złamanie przepisu

Tą samą ustawą (Art. 1. ust. 1. pkt 2.) dodano do Kodeksu wykroczeń art. 116 §1a, który określa wykroczenie i karę za złamanie nakazu zakrywania ust i nosa:

Kto nie przestrzega zakazów, nakazów, ograniczeń lub obowiązków określonych w przepisach o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, podlega karze grzywny albo karze nagany.

Do tej pory oprócz mandatów nakładano również kary administracyjne na podstawie art. 48a, jednak po wprowadzeniu punktu 13. w artykule 46b. legislator nie znowelizował art. 48a i tym razem nie przewidział administracyjnej kary pieniężnej za nieprzestrzeganie ogólnego nakazu noszenia maseczki.

W związku z tym za nienoszenie maseczek obowiązuje jedynie mandat. Wcześniej mogliśmy odwoływać się w sądzie zarówno od mandatu jak i kary administracyjnej, więc de facto teraz osoby nie noszące maseczki zapłacą już mandat, ale kary administracyjnej nadal nie – lub będą mogły się od niej odwołać.

Należy pamiętać, że każdy przypadek jest indywidualnie rozstrzygany przez sądy i to one decydują, czy przepisy są zgodne z prawem. Z drugiej strony ustawodawca zostawił dużo mniej linii argumentacyjnych osobom odwołującym się od takiego mandatu i jest bardzo prawdopodobne, że nie będzie to już możliwe.

5 1
5 1

Wolność słowa

Czyli gdzie kończy się walka z dezinformacją, a zaczyna cenzura. Kwestia cenzury i wolności słowa jest często poruszana w kontekście fałszywych informacji, a także zablokowania Donalda Trumpa w mediach społecznościowych, o którym wspominaliśmy ostatnio w poście i na naszych stories. Jednak co dokładnie kryje się za tym sformułowaniem? Czy wolność słowa jest nieograniczona? Czy fact-checking to forma cenzury?

Konstytucyjna gwarancja

Gwarancję wolności słowa w Polsce zapewnia artykuł 54 Konstytucji RP, w którym napisane jest:

  1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
  2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.

Nieograniczona wolność

Wolność słowa nie ma absolutnego wymiaru. W art. 31 ust. 3. Konstytucji czytamy: Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Social media

Rolą państwa jest zachowanie równowagi między wolnością wypowiedzi a ochroną praw innych osób, także w internecie. Jak wynika z wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wypowiedzi o charakterze mowy nienawiści nie dotyczy ochrona związana z wolnością wypowiedzi. Ponadto, portale społecznościowe mają obowiązek podejmowania skutecznych działań w celu ograniczenia rozpowszechniania mowy nienawiści i nawoływania do przemocy.

Cenzura przed czy po

Konstytucja wprost zakazuje cenzury prewencyjnej, czyli kontrolowania treści przed ich opublikowaniem. Innym rodzajem kontrolowania publikowanych treści jest cenzura następcza, czyli obowiązująca w mediach społecznościowych za naruszenie ich standardów społecznościowych. Wiele osób zadaje sobie pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi: czy zakres kontroli nad przepływem informacji, który posiadają obecnie media społecznościowe powinien być regulowany przez państwo?

Fact-checking to nie cenzura!

Można odnieść wrażenie, że skoro każdy ma prawo publicznie wygłaszać swoje poglądy, to nasze weryfikacje działają na zasadzie cenzury. Nic bardziej mylnego! Nasze weryfikacje dostarczają czytelnikowi werdykt oparty o dowody, przy  czym każdy ma dostęp zarówno do weryfikowanej informacji, jak i do naszych artykułów. Nie ograniczamy ludziom prawa do wolności wypowiedzi, lecz pokazujemy, czy zweryfikowana informacja jest fałszywa, prawdziwa, czy też zmanipulowana.

Wordpress okladki 2

Ile dzieci w Polsce jest wychowywanych w związkach jednopłciowych?

Aktualizacja 16 marca 2021: W przedostatnim paragrafie zmieniono „Oznacza” na „Oznaczałoby”; Dodano ostatni paragraf

Wypowiedź uznajemy za nieweryfikowalną, ponieważ nie ma aktualnych badań na temat liczby dzieci wychowywanych przez pary jednopłciowe. Najnowsze dane pochodzą z raportu „Rodziny z wyboru w Polsce” z 2014 roku, który jest efektem badań realizowanych w Instytucie Psychologii PAN.

Według raportu Kampanii Przeciw Homofobii 5% ogólnej populacji to lesbijki i geje. Połowa z nich żyje w związkach tej samej płci (str. 44). Wspomniany wcześniej raport IP PAN wskazuje, że 9% przebadanych osób będących w związku jednopłciowym jest rodzicami. Z tego zestawienia wynikałoby, że związków jednopłciowych, w których chociaż jeden partner jest rodzicem, jest od 50 do ok. 100 tysięcy. 

Nie wszyscy rodzice (mniej niż 9%) w związkach jednopłciowych mieszkają ze swoimi dziećmi, więc niektórzy mogą nie uznać tego za typowo rozumiane wychowywanie dzieci. Raport Instytutu Psychologii PAN wskazuje, że nieco ponad 6% osób w związkach jednej płci deklaruje czynny udział w wychowywaniu dzieci. Oznaczałoby to, że w Polsce jest między 35 a 70 tys. dzieci wychowywanych przez osoby w związku jednopłciowym.

Sam Raport IP PAN nie rozszerza wniosków na populację generalną. Z tego powodu nie należy traktować podanych tutaj liczb za pewne dane dotyczące tzw. tęczowych rodzin w całej Polsce. Są to jedynie szacunki, które mogą przybliżyć, w jaki sposób posłanka Dziemianowicz-Bąk mogłaby uzasadnić tę informację.

Wordpress okladki 7

Nie, „Poland: The Royal Tour” nie wyprodukowano w czasach COVID-19.

Wypowiedź Szymona Hołowni uznajemy za manipulację, ponieważ produkcja „Poland: The Royal Tour” zakończyła się premierą w USA w 2019 roku.

Podlinkowany przez Szymona Hołownie zwiastun pojawił się w internecie, jako fragment Sneak Peek’a, długo zanim opublikowano go na serwisie Youtube.

Film powstał ze środków rządowej organizacji – Polskiej Fundacji Narodowej. Nie wiemy, ile dokładnie kosztowała produkcja. W sprawozdaniach z działalności PFN znajdujemy informacje, że produkcja „Poland: The Royal Tour” była częścią projektu „Reputacja”. Środki wydane na ten projekt wyniosły w latach 2017-2019 kolejno: 800 tysięcy złotych, 33,5 milionów złotych i prawie 17,5 miliona złotych.

Ze sprawozdań amerykańskiej firmy Rogers & Cowan współpracującej z PFN w zakresie szeroko pojętej promocji filmów i organizowania amerykańskiej premiery wynika, że od końcówki 2018 do sierpnia 2019 roku firma Rogers & Cowan otrzymała prawie 1,2 mln dolarów na te cele (W 2020 kwota ta nie przekroczyła 100 tys. dolarów). Firma po pół roku przysłała jednak amerykańskiemu Departamentowi Sprawiedliwości informacje o korekcie sprawozdania. Wynika z niej, że suma ta była mniejsza i wyniosła prawie 620 tys. dolarów.