Jedne mają wzmacniać odporność, łagodzić dolegliwości lub wspierać organizm w drodze do zdrowia. Inne rzekomo niszczą chorobotwórcze bakterie, działają przeciwzapalnie, a nawet „leczą”. To niektóre z promowanych efektów niekonwencjonalnych „terapii boreliozy”, które z łatwością można znaleźć (nie tylko) w sieci. Jak zwykle w podobnych przypadkach, skuteczność i bezpieczeństwo takich niestandardowych metod są co najmniej wątpliwe.
Biorąc pod uwagę dostępność i różnorodność tych terapii oraz ich liczne deklarowane działania prozdrowotne, trudno nie nabrać podejrzeń co do wiarygodności takich ofert. Potencjalne koszty tych kuracji, zarówno zdrowotne jak i finansowe, skłaniają do refleksji, czy internetowe obietnice mają pokrycie w aktualnej wiedzy medycznej? Sprawdzamy, co na temat leczenia boreliozy mówi nauka.
- Diagnostyce oraz leczeniu boreliozy towarzyszy szum informacyjny, który sprzyja rozwojowi rynku alternatywnych i pseudonaukowych metod „terapii” tej choroby.
- Jedyną zgodną z medycyną opartą na dowodach metodą leczenia boreliozy jest odpowiednio dobrana antybiotykoterapia prowadzona pod nadzorem lekarza nie dłużej niż miesiąc.
- W przypadkach utrzymujących się dolegliwości po zakończonej antybiotykoterapii, tak zwanego zespołu post Lyme, stosuje się odpowiednio dobrane przez lekarza wsparcie objawowe (np. aktywność fizyczną, rehabilitację czy psychoterapię).
- Eksperci ostrzegają przed niesprawdzonymi i szkodliwymi metodami „leczenia”, które mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia. Mimo luk w konsensusie naukowym niepotwierdzone kuracje i internetowe przekazy nie powinny zastępować profesjonalnej konsultacji oraz opieki lekarskiej.
W kleszczach (dez)informacji
Wraz z nadejściem wiosny, po wyjątkowo chłodnym początku roku, zasadnym wydaje się pytanie: czy po mroźnej zimie będzie mniej kleszczy? Biolodzy odpowiadają, że tegoroczne okresy dwucyfrowego mrozu i utrzymującego się śniegu raczej im nie zaszkodziły. Jest to więc dobry czas, aby przypomnieć sobie nie tylko o rowerze czy sportowych butach, ale też o potencjalnych zagrożeniach związanych z aktywnością na powietrzu – w tym tych czyhających w trawie.
Choć okres jesienno-zimowy daje od nich chwilę pozornej ulgi, w sprzyjających warunkach kleszcze mogą być aktywne nawet przez cały rok. Temat tych uciążliwych pajęczaków pozostaje więc aktualny niezależnie od sezonu. Od lat zajmuje też zasadne miejsce w dyskursie publicznym, głównie z powodu przenoszonych przez nie chorób.
W dyskusji o chorobach odkleszczowych, w szczególności boreliozie, uwagę przyciąga nagromadzony w kontekście diagnostyki i leczenia szum informacyjny. W ostatnim czasie wątek ten poruszono na posiedzeniu dotyczącym dezinformacji medycznej sejmowej podkomisji do spraw zdrowia publicznego. Fragment wypowiedzi rzecznika prasowego w biurze Rzecznika Praw Pacjenta o internetowych przekazach dotyczących boreliozy spotkał się z krytycznym komentarzem środowiska mającego zrzeszać osoby zmagające się z chorobą.
Z kolei kilka lat temu spory rozgłos zyskała tzw. metoda ILADS, czyli przewlekła antybiotykoterapia – jedna z niekonwencjonalnych „terapii” boreliozy. Ze względu na szkodliwość i brak naukowych dowodów jej skuteczności praktyka ta spotkała się ze stanowczym sprzeciwem ekspertów oraz zdecydowaną reakcją instytucji. Czy zatem inne, promowane w sieci narracje dotyczące alternatywnego leczenia boreliozy można uznać za wiarygodne?
Zacznijmy od uproszczonej definicji przypadku
Borelioza z Lyme to choroba zakaźna wywoływana przez kilka gatunków krętków (bakterii z rodzaju Borrelia). Do zakażenia dochodzi w wyniku ukąszenia przez kleszcza, przy czym nie każdy z nich jest nosicielem chorobotwórczych drobnoustrojów. Ryzyko infekcji wzrasta z czasem – im dłużej pajęczak żeruje na człowieku, tym większe zagrożenie zakażeniem bakteriami z jego śliny.
Choroba ma charakter postępujący, na który składają się kolejne stadia. We wczesnych fazach boreliozy, które rozwijają się w pierwszych tygodniach i miesiącach od zakażenia, wyróżnia się postać lokalną oraz rozsianą. Najczęstszym pierwszym objawem jest miejscowa zmiana skórna zwana rumieniem wędrującym, której mogą towarzyszyć symptomy grypopodobne. Nieleczona infekcja może rozprzestrzeniać się i wywoływać dolegliwości między innymi w obrębie układu nerwowego (np. neuroborelioza) czy mięśniowo-szkieletowego (np. zapalenie stawów).
W rzadkich przypadkach, miesiące lub lata po nieleczonym zakażeniu, choroba przechodzi w stadium późne. Wtedy też może powodować objawy ze strony różnych narządów czy tkanek (np. skóry, serca, stawów, nerwów), a także skutkować ich potencjalnie nieodwracalnymi zmianami lub uszkodzeniami (np. neuropatiami). Diagnostyka i leczenie musi przebiegać w konsultacji z lekarzem – im wcześniejsza interwencja, tym większa szansa na pełne wyleczenie.
Przebycie zakażenia nie chroni przed kolejną infekcją, a na boreliozę (jeszcze) nie ma szczepionki. Najlepszą ochroną pozostaje profilaktyka, w tym unikanie ukąszeń kleszczy. Dane epidemiologiczne z ostatnich lat wskazują, że liczba zachorowań na boreliozę z Lyme rośnie, a w 2024 roku odnotowano blisko 30 tysięcy przypadków. Jeśli trend się utrzyma, w najbliższych latach choroba może jeszcze bardziej zyskać na znaczeniu w kontekście zdrowia publicznego.
Jak leczyć boreliozę?
Borelioza została po raz pierwszy formalnie opisana zaledwie 50 lat temu, w okolicach miasta Lyme w stanie Connecticut. Choć nauka zdefiniowała chorobę stosunkowo niedawno, osiągnięcia współczesnej medycyny pozwoliły na wypracowanie skutecznych praktyk w profilaktyce, diagnostyce oraz leczeniu choroby. W naszym kraju za przygotowanie wytycznych dotyczących boreliozy odpowiada głównie Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.
Z tych rekomendacji dowiemy się, że jedyną metodą leczenia boreliozy jest stosowanie należycie dobranych antybiotyków. W tym przypadku jest to antybiotykoterapia nie dłuższa niż miesiąc i prowadzona pod nadzorem lekarza, która opiera się o związki wykazujące potwierdzoną m.in. badaniami klinicznymi aktywność względem wywołujących boreliozę bakterii (np. doksycyklinę).
Podobne zalecenia, oparte na dowodach naukowych o najwyższej dostępnej jakości, znajdziemy w rekomendacjach europejskich i amerykańskich specjalistów. Jednocześnie w powyższych wytycznych nie ma żadnych informacji potwierdzających skuteczność innych „interwencji”, np. polecanych w internecie biorezonansu, ozonu czy ziół. Co więcej, krajowi eksperci chorób zakaźnych zwracają uwagę, że nie należy stosować niesprawdzonych i szkodliwych metod leczenia, takich jak wielomiesięczna terapia, a Rada Ekspertów Naczelnej Izby Lekarskiej jednoznacznie sprzeciwiła się uznawaniu biorezonansu za metodę leczniczą. Zdaniem naukowców alternatywne praktyki mogą być szkodliwe dla zdrowia (i portfela).
Warto jednak podkreślić, że część pacjentów po zakończonym leczeniu antybiotykami zgłasza szereg niespecyficznych, utrzymujących się przez długi czas objawów, takich jak zmęczenie, ból czy zaburzenia pamięci i koncentracji. Tak zwany zespół post Lyme, mylnie nazywany przewlekłą boreliozą lub po prostu boreliozą, to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów dotyczących tej choroby.
Zjawisko to pozostaje do dziś niewystarczająco zdefiniowane i zbadane przez współczesną medycynę. Brak jednoznacznego stanowiska naukowego w sprawie przyczyn, przebiegu oraz postępowania zespołu post Lyme powoduje, że system ochrony zdrowia często nie daje jednoznacznej odpowiedzi i satysfakcjonującego rozwiązania dla pacjentów zmagających się z uciążliwymi dolegliwościami po zakończonej antybiotykoterapii boreliozy. Luki w konsensusie naukowym sprawiają też, że temat ten jest podatny na dezinformacyjne przekazy.
Podejrzewa się, że zespołu nie powoduje przedłużona, aktywna infekcja krętkami, a raczej wywołane przez nią zmiany w organizmie. To właśnie wątpliwa koncepcja przewlekłości boreliozy stała się podstawą pseudonaukowych, groźnych dla zdrowia alternatywnych terapii zlecających wielomiesięczną antybiotykoterapię.
Choć zespół post Lyme wspomniany jest w polskich rekomendacjach, głównym zaleceniem ekspertów jest nie przedłużanie antybiotykoterapii. Nieco więcej wytycznych znajdziemy jednak w zagranicznych opracowaniach. Dowiemy się z nich, że w przypadkach utrzymujących się problemów po antybiotykoterapii boreliozy potrzebna jest m.in. dodatkowa diagnostyka, aby wykluczyć inne choroby. Aktualnie postępowanie w zespole post Lyme jest niespecyficzne – skupia się na często niefarmakologicznym, indywidualnie dobranym wsparciu objawowym, które może obejmować aktywność fizyczną, rehabilitację czy psychoterapię.
Internetowe zalecenia, realne zagrożenie
Mimo wytycznych lekarzy i ekspertów chorób zakaźnych, panujący chaos informacyjny oraz istniejące luki badawcze sprzyjają rozwojowi alternatywnych terapii, które mają przynieść pomóc tam, gdzie medycyna konwencjonalna ma zawodzić. Szukając w sieci informacji o leczeniu choroby z Lyme, nietrudno więc natrafić na propozycje niekonwencjonalnych rozwiązań. Inhalacja różnymi gazami pod odpowiednim ciśnieniem czy stosowanie elektrod generujących prąd o określonej częstotliwości ma wzmacniać organizm, łagodzić dolegliwości, a nawet zabijać chorobotwórcze bakterie i leczyć boreliozę – także rzekomo „przewlekłą”.
O prozdrowotnych właściwościach tych pseudonaukowych metod dowiemy się z całego wachlarza komunikatów marketingowych: postów, rolek, artykułów czy webinarów. Do skorzystania z nich zachęcają oferty „zabiegów” czy konsultacji z rzekomymi „specjalistami” i obietnice naturalnego, kompleksowego wsparcia. Jedną z częściej polecanych, a także bardziej dostępnych metod są kuracje i protokoły oparte na różnych ziołowych suplementach. Cena takiego „wsparcia” może wahać się od kilkudziesięciu złotych do nawet kilku tysięcy.
W mediach społecznościowych znajdziemy głosy sugerujące wykorzystanie tych alternatywnych metod nie tylko jako dodatku, ale także jako zamiennika leczenia zgodnego z medycyną opartą na dowodach.
Tylko na samym Facebooku można znaleźć szereg grup dyskusyjnych poświęconych tematyce boreliozy i innych chorób odkleszczowych. Niektóre z nich zrzeszają dziesiątki tysięcy członków, czasem wprost odwołując się do rzekomo skutecznych lub naturalnych metod terapii tej choroby.
Wystarczy odwiedzić jedną z publicznie dostępnych grup, aby trafić na fałszywe lub wprowadzające w błąd wypowiedzi o chorobie z Lyme. Amatorskie porady dotyczące nieskutecznych metod diagnostyki, pseudonaukowe interpretacje opisywanych objawów lub wyników badań czy promocja niepotwierdzonych naukowo sposobów leczenia boreliozy, w tym licznych suplementów, to częste wątki poruszane na tego typu forach.
Mimo istniejących luk w konsensusie naukowym, niepotwierdzone kuracje czy zalecenia w mediach społecznościowych nie powinny w żaden sposób zastępować profesjonalnej konsultacji lekarskiej i opieki medycznej. Subiektywne komentarze przypadkowych osób nie mogą być alternatywą do zaleceń wykształconych specjalistów chorób zakaźnych. Historie mniej lub bardziej anonimowych użytkowników sieci, w tym deklaracje typu „u mnie zadziałała metoda XYZ”, można zaliczyć co najwyżej do grupy mało wiarygodnych dowodów anegdotycznych, które w medycynie mają znikomą wartość merytoryczną.
Dlaczego niekonwencjonalne sposoby „leczenia” boreliozy skutecznie przyciągają spore grono odbiorców? Czy mogą zadziałać? Jakie podmioty działają w tej branży i co oferują? Tym tekstem otwieramy naszą serię, w której przyglądamy się dezinformacji zdrowotnej w kontekście boreliozy. W kolejnym artykule przyjrzymy się tak zwanym „ziołom na boreliozę”.

