To szczególnie niebezpieczne, bo w odróżnieniu od typowego alt-medowego guru, lekarz działa z pozycji autorytetu zbudowanego na zaufaniu społecznym.
Środowisko medycyny alternatywnej chętnie podpiera się autorytetami, tyle że często są to autorytety pozorne. Najczęściej przewijają się nazwiska profesorów, badaczy czy lekarzy, którzy w świecie nauki budzą poważne kontrowersje albo utracili prawo do wykonywania zawodu na skutek głoszenia tez sprzecznych z wiedzą medyczną. To strategia legitymizacji: nadać pseudonauce wiarygodny ton, nawet jeśli za fasadą nie stoi rzetelność. Taką właśnie problematyczną postacią jest dr Krzysztof Krupka, i nie tylko my tak uważamy: na naszej stronie ofiaraszarlatana.pl otrzymaliśmy już pierwsze zgłoszenia dotyczące jego praktyk.

Dobre pierwsze wrażenie
Pierwsze spojrzenie na stronę dr. Krupki robi wrażenie. Doktor nauk medycznych, profesor uczelni, absolwent Wojskowej Akademii Medycznej. W sekcji „O mnie” znajdujemy informacje o grantach badawczych, publikacjach i doświadczeniu zawodowym. Strona wygląda jak wizytówka sumiennego naukowca – każdy szczegół zdaje się mówić: temu człowiekowi można zaufać.
Naukowa aura rozwiewa się, gdy dotrzemy do opisu usług. Obok informacji o prestiżowym wykształceniu znajdziemy bowiem tradycyjną medycynę chińską, ayurwedę i ziołolecznictwo. Dalej pojawia się tajemniczy pomiar STRD, test neuropsychosomatyczny oraz test „energii Twojego serca”. Na dole strony natrafiamy na rozważania o „porządku energetycznym” i „istnieniu jako energii”.

Wiara czy nauka?
To jednak dopiero początek zestawu twierdzeń, które można znaleźć w materiałach dr. Krupki. Prowadzi on również warsztaty Akademii Wu-Shen, czyli „pięciu duchów”. W opisie tego systemu pojawia się deklaracja, że łączy on zasady medycyny chińskiej z nowoczesną nauką, chociaż sama kwestia „nowoczesnej nauki” nie jest nijak rozwinięta.

Z kolei w opisie metody określanej jako „neuropsychosomatyka” pojawiają się kolejne odniesienia, tym razem do astrologii, mitologii greckiej oraz wierzeń rdzennych ludów Ameryki. Sama nazwa brzmi przy tym jak termin zakorzeniony w medycynie, co ma wzmacniać jej pozorną wiarygodność. Problem w tym, że przy próbie weryfikacji trudno znaleźć jakiekolwiek niezależne źródła. Po wpisaniu jej w wyszukiwarkę trafiamy niemal wyłącznie na treści powiązane z dr. Krupką.
W efekcie powstaje charakterystyczna mieszanka, w której język nauki splata się z elementami tradycji i symboliki, a granice między nimi stają się nieostre.

Prawdziwy lekarz, wątpliwe praktyki
Dr Krzysztof Janusz Krupka faktycznie posiada prawo wykonywania zawodu lekarza. Jednocześnie jego działalność i przekaz sytuują go w kręgu postaci związanych z pseudomedycyną, takich jak Andrzej Frydrychowski czy Jerzy Zięba. Występował m.in. jako prelegent na Festiwalu Kultury Zdrowia „Pełnia zdrowia” – wydarzeniu, które stało się przestrzenią promocji alternatywnych narracji o zdrowiu. O podobnej konferencji pisaliśmy już przy okazji naszego śledztwa dotyczącego Andrzeja Kawki, który zresztą chętnie powołuje się na autorytet dr. Krupki. To dobry przykład mechanizmu wzajemnego legitymizowania się w tym środowisku.

Co ciekawe, już w 2018 roku portal „Polityka” opisał działalność Krzysztofa Krupki, analizując m.in. treści zawarte w jego książce. Autor przedstawia w niej koncepcje skrajnie oderwane od współczesnej wiedzy medycznej:
Ludzie chorzy na raka powinni raczej zbudować w sobie (...) siłę, wykorzystując moce komórek nowotworowych. (…) Dlatego tak ważne w chorobach onkologicznych jest oczyszczanie się z wszelkiego brudu fizycznego, emocjonalnego i mentalnego, a woda odgrywa tutaj kluczową rolę. (…) Gdyby udało się wymienić całą wodę w ciele chorego na raka, to prawdopodobnie natychmiast by wyzdrowiał.
Co na to dr Krupka?
Poprosiliśmy dr. Krupkę o odniesienie się do trzech kwestii: naukowych podstaw STRD i neuropsychosomatyki, cytatu z jego książki dotyczącego wody i nowotworów oraz łączenia autorytetu lekarza z działalnością wykraczającą poza główny nurt medycyny.
Zapytany o naukowe podstawy STRD, dr Krupka przesłał nam obszerny wykaz publikacji. Po jego przejrzeniu trudno jednak uznać sprawę za rozstrzygniętą. Wymienione prace dotyczą głównie termografii i pokrewnych zagadnień w ogólności, a nie samej metody STRD, która stosowana jest przede wszystkim w placówkach medycyny niekonwencjonalnej. Warto zauważyć, że termografia nie jest uznawana przez środowiska medyczne za samodzielną, wiarygodną metodę diagnostyczną. Część prac przytoczonych przez Krupkę dotyczy wykrywania raka piersi za pomocą termografii – zastosowania, przed którym wprost ostrzega amerykańska FDA, wskazując, że nie istnieją wiarygodne dowody na skuteczność tej metody w diagnostyce nowotworów. Są to przy tym w dużej mierze publikacje sprzed kilkudziesięciu lat, krótkie lub trudne do zweryfikowania, a część ukazała się w czasopismach medycyny komplementarnej.
Jeśli chodzi o neuropsychosomatykę, dr Krupka przyznał, że nie jest to uznana specjalizacja medyczna. Określił ją jako własną „próbę opisania zjawisk zachodzących na styku psychiki, układu nerwowego, autonomicznej regulacji organizmu, reakcji stresowych i objawów somatycznych”.
Odnosząc się do cytatu z książki sugerującego, że wymiana wody w organizmie mogłaby wpływać na rozwój nowotworu, dr Krupka potwierdził autorstwo tych słów, ale zaznaczył, że był to „zbyt daleko idący skrót myślowy” o charakterze „obrazowym, nie terapeutycznym”. Jak podkreślił, obecnie nie podtrzymuje tej tezy.
Na zarzut zacierania granicy między działalnością medyczną a pozamedyczną odpowiedział, że są to „odrębne obszary, pełniące różne funkcje i kierowane do osób o różnych potrzebach”, a organizowane przez niego warsztaty mają charakter „edukacyjny, kulturowy i rozwojowy”. Takie rozróżnienie nie jest jednak widoczne w jego materiałach promocyjnych. Przekazy na jego stronie internetowej są sygnowane tytułem doktora nauk medycznych. Z perspektywy pacjenta granica między działalnością lekarską a pozamedyczną pozostaje niejasna. Tym bardziej że Kodeks Etyki Lekarskiej zakazuje lekarzom propagowania metod, których skuteczność nie została potwierdzona naukowo, nie ograniczając tego obowiązku wyłącznie do praktyki gabinetowej (art. 78 KEL).
Zatarte granice
Teorie dr. Krupki są nie tylko absurdalne, ale mogą też być zwyczajnie szkodliwe, zwłaszcza w kontekście rosnącej popularności alternatywnych metod leczenia chorób, w tym nowotworowych. Pojawia się więc istotne pytanie: dlaczego, mimo że już osiem lat temu zwracano uwagę na jego kontrowersyjną działalność, dr Krupka nadal może funkcjonować w przestrzeni publicznej jako lekarz i korzystać z autorytetu, który daje mu ten tytuł?
Efektem tego rodzaju praktyk „lekarskich” jest coraz bardziej rozmyta granica między medycyną opartą na dowodach a szarlatanerią. Największe ryzyko nie leży w samym istnieniu alternatywnych narracji, lecz w tym, że zaczynają one funkcjonować w przestrzeni, w której pacjent z góry zakłada, że obcuje z wiedzą naukową, a nie z jej wypaczoną wersją.