Badanie tęczówki oka, test żywej kropli krwi czy biorezonans to tylko niektóre z przykładów niekonwencjonalnych metod pseudo-diagnozy, których skuteczność nie ma poparcia w faktach naukowych. Mimo to w kręgach medycyny alternatywnej „wyniki” otrzymane z ich użyciem służą do rzekomego wykrywania źródeł dolegliwości, ustalania stanu organizmu czy formułowania zaleceń zdrowotnych.
Przedstawiane jako narzędzia co najmniej komplementarne do „oficjalnej” diagnostyki, często mają „widzieć” więcej, szybciej czy lepiej niż metody rekomendowane przez naukowy konsensus. Otwierają tym samym ścieżkę do nierzadko kosztownych terapii alternatywnych. W tym tekście przyglądamy się „zdrowotnej platformie profilaktycznej SO/check”. Weryfikujemy, czy procedura określana jako „alternatywa istotna dla kompletnej diagnozy” jest godną zaufania procedurą diagnostyczną.

Nowoczesne technologie, holistyczne obietnice
Platforma SO/check ma być prostym oraz innowacyjnym narzędziem, które oferuje szybkie, spersonalizowane wyniki na podstawie bezbolesnych i nieinwazyjnych metod pomiarowych. Procedura składa się z pakietu trzech badań opartych o zaawansowane technologie: spektrofotometrię (OLIGO/check), pulsoksymetrię (CARDI/check) i sekwencjonowanie DNA (GNIOM/check).

Jak dowiadujemy się na stronie SO/check, wystarczy zaledwie kilkuminutowy, optyczny pomiar dłoni czy palca, aby poznać biologiczną dostępność witamin i pierwiastków oraz poziom nasycenia nimi tkanek, w tym ujawnić potencjalne obciążenia metalami ciężkimi. Analizy w ramach platformy SO/check mają także w kilka chwil umożliwiać ocenę szeregu innych parametrów, m.in. otyłości, równowagi autonomicznego układu nerwowego czy stresu.

Jeśli uzbroimy się w odrobinę cierpliwości i zdecydujemy przesłać próbkę kału do zagranicznego laboratorium, rzekomo otrzymamy wynik sekwencjonowania DNA, czyli profil grup bakterii wchodzących w skład naszej mikrobioty jelitowej. Zgodnie z opisem badanie to ma dostarczać informacji nie tylko o rodzaju czy kondycji mikroorganizmów w jelitach, ale służyć też do formułowania zaleceń dotyczących np. odporności, równowagi emocjonalnej czy snu.
Francuska franczyza
Choć każde z trzech głównych badań – OLIGO/check, CARDI/check oraz GNIOM/check – mieści się pod parasolową marką SO/check, nie trzeba decydować się na nie wszystkie. Wybór konkretnej „ścieżki diagnostycznej” zależy od podmiotów przeprowadzających badania.
Opis platformy może sugerować, że oferta skierowana jest do profesjonalistów z obszaru ochrony zdrowia. W komunikacji padają słowa kojarzone z opieką medyczną, np.: „diagnoza”, „pacjent”, „lekarz” czy „leczenie”. Rzeczywistość wygląda jednak zgoła inaczej. Na stronie SO/check w Polsce znajdziemy mapę blisko 150 punktów oferujących proponowaną procedurę. Choć na liście pojawia się kilka prywatnych gabinetów lekarskich czy centrum medyczne, wiele adresów kieruje do podmiotów lub osób związanych z medycyną alternatywną i/lub dietetyką. „Zdrowotna platforma profilaktyczna” działa bowiem w ramach systemu franczyzowego z Francji oraz jego dystrybucji w Polsce.
Na refundację takiego „badania” nie ma co liczyć, więc koszt trzeba pokryć z własnej kieszeni. A ten nie jest mały – przegląd cenników wskazuje, że średnia regularna cena optycznego skanu dłoni rozpoczyna się w okolicach 300 złotych.

Czy to prawdziwa diagnoza?
Marketing „zdrowotnej platformy profilaktycznej SO/check” przedstawia ten produkt jako oparty o najnowocześniejsze technologie. Rozwiązanie ma być zorientowane nie tylko na „kompletność diagnozy”, ale także komfort „pacjenta”. Nieinwazyjność badań w połączeniu z wachlarzem sugerowanych możliwości przywodzi na myśl niemal stereotypowe wyobrażenia science-fiction o przyszłości medycyny, gdzie jedno futurystyczne urządzenie łączy w sobie dekady osiągnięć nauki i techniki.
Jednak za prostym, obiecującym szybkość i innowacyjność przekazem – dodatkowo wzbogaconym naukowym żargonem – często kryją się znane mechanizmy psychologiczne chętnie wykorzystywane przez dezinformację medyczną. Oferta bezbolesnego, pozornie profesjonalnego badania, kompleksowych wyników oraz holistycznych możliwości dotyka bowiem tematyki zdrowia, a w konsekwencji towarzyszących mu emocji, takich jak nadzieja, troska lub niepokój. Czy SO/check można więc uznać za godną zaufania procedurę diagnostyczną?
Producent SO/check: to nie jest wyrób medyczny, a produkt lifestylowy
Wiarygodność przypisywanych platformie SO/check możliwości diagnostycznych można zweryfikować już samymi odwiedzinami na stronie producenta. Choć materiały francuskiej firmy Physioquanta są podobne do oferty franczyzy w Polsce, brakuje w nich bezpośrednich odniesień do diagnozy czy leczenia. Pojawia się za to wyraźne zastrzeżenie, którego brakuje na polskiej stronie: SO/check nie jest wyrobem medycznym, a produktem lifestylowym, który nie może zastępować profesjonalnej diagnozy. Platforma ma być przeznaczona jako komplementarna metoda służąca promocji jakości oraz zdrowego stylu życia i nie może być używana do inicjowania leczenia.

Informacje o niemedycznym charakterze produktu potwierdza fakt, że żadnego z trzech głównych składowych platformy SO/check nie znajdziemy w europejskim rejestrze wyrobów medycznych.
Na stronie producenta dowiemy się nieco więcej o wykorzystywanych technologiach oraz ogólnych zasadach ich działania. Jednak informacje te wciąż nie dostarczają odpowiedzi na kluczowe pytania o klinicznej użyteczności oferowanych „badań”. Stanowią raczej opis rzeczywistych, dobrze znanych procesów i wynalazków, które od lat znajdują szerokie zastosowanie m.in. w medycynie. Problem w tym, że przypisywane są im także możliwości diagnostyczne, których na obecną chwile nie potwierdzają rzetelne dowody naukowe.
Kilkanaście lat na na rynku: więcej obietnic, tyle samo dowodów?
Już ponad dekadę temu sceptycznie wobec technologii OligoScan – swoistego marketingowego prekursora badania OLIGO/check – podchodził Stephen Barrett, lekarz psychiatrii i autor serwisu Quackwatch poświęconego weryfikacji praktyk pseudomedycznych. W swoim artykule zauważał brak odpowiednich badań walidacyjnych, które potwierdziłyby możliwość ustalania stężenia czy dostępności pierwiastków i witamin bezpośrednio z pomiaru dłoni spektrofotometrem. Czy po kilkunastu latach coś się zmieniło?
SO/check budzi wątpliwości z dwóch powodów: nie ma potwierdzenia, że spełnia wymagania stawiane wyrobom medycznym, a jednocześnie próżno szukać badań naukowych, które pokazałyby, że daje wiarygodne i powtarzalne wyniki. Choć ofertę rozszerzono o dodatkowe analizy CARDI/check czy GNIOM/check, brakuje rozstrzygających dowodów na użyteczność tych procedur w opisywanym zakresie.
Większość z dostępnych w sieci informacji pochodzi od podmiotów, które są zaangażowane w promocję lub sprzedaż usług z wykorzystaniem analiz w ramach platformy SO/check. Wśród nielicznych publikacji naukowych bezpośrednio omawiających technologię SO/check wymienić można jeden z nowszych przeglądów na łamach „Baltic Journal of Health and Physical Activity”.
Praca dotyczy niedoborów mikroelementów w okresie przed menopauzą. Czytamy w niej, że platformy takie jak SO/check wykorzystują czujniki optyczne do oszacowania parametrów związanych z poziomem mikroelementów, stresem oksydacyjnym oraz aktywnością metaboliczną tkanek. Jak jednak zaznaczają autorzy pracy, choć obiecujące – kliniczne zastosowania technologii spektrofotometrycznych w tym zakresie są wciąż przedmiotem badań naukowych.
OLIGO/check: spektrofotometryczny skan dłoni
Badanie spektrofotometrem OLIGO/check ma w czasie rzeczywistym oceniać poziom nasycenia tkanek kilkudziesięcioma składnikami odżywczymi (pierwiastkami, witaminami). Oprócz tego ma ujawniać przeciążenia metalami ciężkimi, stres oksydacyjny i oceniać wiele innych parametrów, np. trawienie, równowagę ogólną czy stan psychiczny – w kilka minut, bez igły i stresu. Procedura jest dostępna od 2. roku życia, a komplementarne oprogramowanie OligoDoctor analizuje pomiary w kierunku „interpretacji wyników pacjenta” oraz „możliwości leczenia i suplementacji”.

Spektrofotometria to uznana metoda analityczna, która korzysta ze zjawiska interakcji promieniowania (światła) ze środowiskiem. W dużym uproszczeniu: gdy światło spotyka się z materią, może zostać przez nią pochłonięte, odbite lub przepuszczone. Odczytanie i porównanie zmian w wiązce światła przed spotkaniem z badaną próbką i po nim umożliwia identyfikację znajdujących się w niej składników.
Spektrofotometria mierzy zatem, w jaki sposób światło jest pochłaniane lub przepuszczane. To jedna z metod spektroskopowych, którymi można analizować np. skład chemiczny substancji lub ilość konkretnego związku chemicznego w próbce.
Potencjał medycznego zastosowania spektrofotometrii jest przedmiotem wielu badań naukowych. Jej użyteczność bada się m.in. kontekście diagnostyki chorób, szacowania poziomu biomarkerów związanych ze stresem komórkowym, zawartości barwników w skórze czy monitorowania mikrokrążenia i dotlenienia tkanek. Jednak wiele z nich pozostaje na etapie dociekań naukowych, bez odpowiedniej walidacji i wartości klinicznej.
Prawdziwa metoda, nierealistyczne obietnice
Sama metoda od lat z powodzeniem używana jest w wielu dziedzinach – biochemii, inżynierii materiałowej czy chemicznej, także w diagnostyce medycznej. Spektrofotometrem można np. badać próbki pod kątem aktywności enzymów istotnych z punktu widzenia diagnozy chorób czy określać stężenie różnych substancji w określonej matrycy (np. krwi).
Tego typu badania wymagają jednak odpowiedniego poboru, przygotowania i pomiaru konkretnej próbki. Testy na poziom metali ciężkich, witamin, pierwiastków czy markerów stresu oksydacyjnego, które mogą uwzględniać techniki spektrometryczne, wykonywane są na podstawie badań z krwi lub moczu, a nie optycznego pomiaru dłoni.

W świetle dostępnych dowodów wątpliwym jest, że jakikolwiek znany dziś przenośny spektrofotometr jest w stanie w kilka chwil, jednym pomiarem z nienaruszonych tkanek człowieka wiarygodnie określić kilkadziesiąt wartości o znaczeniu diagnostycznym. A wyniki OLIGO/check dotyczą zarówno wartości mierzalnych (ilościowych, takich jak poziom witamin i minerałów, nadmiar masy tłuszczowej), jak i niemierzalnych (jakościowych, jak np. funkcje poznawcze, równowaga emocjonalna).
W rzeczywistości taka kompleksowa analiza wymagałaby całego panelu badań laboratoryjnych i skoordynowanego doświadczenia specjalistów z kilku obszarów: endokrynologii, dermatologii, gastroenterologii, neurologii, psychiatrii i nie tylko.
CARDI/check: co może, a czego nie może pulsoksymetr?
Wśród przykładów potwierdzonego naukowo, praktycznego wykorzystania spektrofotometrii wymienić można pulsoksymetrię. To nieinwazyjna metoda pomiaru nasycenia krwi tętniczej tlenem, która była powszechnie używana np. podczas pandemii COVID-19. Ten sam przyrząd stanowi podstawę analizy CARDI/check.
Pulsoksymetria wykorzystuje fakt, że hemoglobina niepołączona z tlenem pochłania i odbija światło w nieco inny sposób, niż gdy jest z nim związana. Całość opiera się na urządzeniu wykonującym pomiar z palca. Czujnik mierzy interakcję przepływającej w naczyniach krwionośnych krwi z emitowanym w pulsoksymetrze światłem i na tej podstawie ocenia zawartość tlenu.
Pulsoksymetr może nieinwazyjnie monitorować natlenienie krwi tętniczej, wykrywać niedobór tlenu, umożliwiać kierowanie i dostosowywanie dawki w tlenoterapii czy stanowić wsparcie w diagnostyce i leczeniu chorób układu oddechowego. Nie ma jednak rozstrzygających dowodów na to, że jest wiarygodnym urządzeniem do jednoznacznej oceny stresu czy autonomicznego układu nerwowego, tak jak sugeruje platforma SO/check.

GNIOM/check: sekwencjonowanie mikrobiomu czy coś więcej?
GNIOM/check to rzekoma metoda sekwencjonowania DNA bakterii jelitowych oferowana w ramach platformy SO/check. Samo wysokoprzepustowe sekwencjonowanie jest znaną od lat metodą opartą na dowodach. Służy m.in. odszyfrowaniu materiału genetycznego, przez co jest użyteczna np. w identyfikacji bakterii, które zamieszkują jelita.
Choć zainteresowanie możliwością wykorzystania analiz mikrobiomu jelitowego jako narzędzia w medycynie rośnie, dowody potwierdzające ich przydatność kliniczną pozostają nieliczne. Naukowcy zwracają uwagę na potrzebę standaryzacji najlepszych praktyk sekwencjonowania DNA w celu zbliżenia tej metody do faktycznych zastosowań w procesach diagnozy czy leczenia.
W tegorocznej pracy opublikowanej na łamach „Communications Biology” przeanalizowano wyniki kilku takich usług oferowanych w bezpośredniej sprzedaży w zakresie sekwencjonowania mikrobiomu jelitowego. Badania wskazały na znaczne rozbieżności pomiarowe zarówno w obrębie poszczególnych dostawców usług, jak i pomiędzy nimi.
Uwagę zwraca także cała procedura dostarczenia próbki do badań, obejmująca pobór kału do odpowiedniej probówki w domu, zapakowanie jej w kopertę i przesłanie do zagranicznego laboratorium. Transport materiału biologicznego musi spełniać odpowiednie rygory, a nie wędrować zwykłą pocztą w nieoznakowanych kopertach.
Ekspert: Nie ma podstaw do uznania tych metod za wiarygodne narzędzia diagnostyczne
O „platformę zdrowotną SO/check” zapytaliśmy prof. dr hab. Barbarę Dołęgowską – kierownika Katedry Mikrobiologii, Immunologii i Medycyny Laboratoryjnej
Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie oraz konsultanta krajowego w dziedzinie diagnostyki laboratoryjnej.
Choć istnieje możliwość oceny deklarowanych przez producenta parametrów, to nie da się tego zrobić za pomocą oferowanych przez niego urządzeń.
Witaminy, pierwiastki śladowe i metale ciężkie oznacza się odpowiednimi metodami laboratoryjnymi, podobnie jak stres oksydacyjny, którego ocena wymaga także użycia określonych biomarkerów [znaczników biologicznych, które można obiektywnie zmierzyć – przyp. Pravda]. Mikrobiom bada się metodami molekularnymi, jednak interpretacja kliniczna pozostaje ograniczona – wyjaśniła nam profesor.
Na pytanie, jakie wymogi powinny spełniać sprawdzone metody diagnostyczne, profesor wskazała na: wiarygodną walidację analityczną, potwierdzoną użyteczność kliniczną, opublikowane badania w recenzowanych czasopismach, możliwość odtworzenia wyników przez niezależne ośrodki, zgodność z obowiązującymi standardami i wymaganiami dla wyrobów medycznych oraz diagnostyki laboratoryjnej.
Lekarz: Nie istnieje jedna, uniwersalna „tkankowa biodostępność z dłoni”
W kwestii wiarygodności badania OLIGO/check, oferowanego w ramach platformy SO/check, poprosiliśmy o komentarz Łukasza Durajskiego – lekarza rezydenta pediatrii i popularyzatora nauk o zdrowiu:
Metale ciężkie nie «świecą» w skórze dłoni w sposób, który pozwalałby wiarygodnie powiedzieć: «masz tyle ołowiu, rtęci, arsenu, kadmu, niklu, aluminium». Pierwiastki śladowe i toksyczne metale występują w bardzo małych stężeniach, są rozmieszczone w różnych kompartmentach [przestrzeniach – przyp. Pravda] organizmu i wymagają dobrania właściwej próbki biologicznej.
Lekarz zaznaczył, że nawet analiza włosów, w których mogą znajdować się metale, ma swoje ograniczenia kliniczne. Nie istnieje też jedna, uniwersalna „tkankowa biodostępność z dłoni” dla pierwiastków czy witamin:
Twierdzenie, że optyczny skan dłoni rzetelnie oceni kilkanaście metali i witamin, wymagałoby bardzo mocnych, niezależnych badań walidacyjnych. Takich dowodów dla tak szerokich zastosowań nie widać. (...) Należałoby pokazać niezależne, zaślepione badania walidacyjne, w których wynik z dłoni porównano z metodami referencyjnymi, np. dla metali z odpowiednimi badaniami krwi, moczu, dla witamin z uznanymi oznaczeniami laboratoryjnymi, a dla minerałów z właściwą próbą i klinicznym kontekstem.
Jak zwrócił uwagę lek. Łukasz Durajski, oferowane badanie ma być „produktem lifestylowym”, co stoi w jaskrawej sprzeczności z używaniem wyników jako podstawy do diagnozowania niedoborów, przeciążeń metalami, chorób, „detoksu” czy zaleceń terapeutycznych.
Co dalej?
W sprawie naszych ustaleń skontaktowaliśmy się z biurem SO/check w Polsce. Do czasu publikacji artykułu – nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Jak w praktyce wykorzystuje się SO/check do przygotowania niekonwencjonalnych „planów żywieniowych” zainteresowanych klientów? Już 7 września na łamach Dużego Formatu Gazety Wyborczej reportaż, w którym dziennikarz śledczy Mirosław Wlekły z naszym wsparciem pokazuje, jak technologia wpisuje się w strategię zarobkową pseudoekspertów i służy do legitymizowania potencjalnie niebezpiecznych dla zdrowia interwencji.