Mechanizm ten opisywaliśmy już w kontekście producentów, ale pojawia się on także w sklepach internetowych. W ich przypadku problem ten nabiera zupełnie innego wymiaru.
Kiedy produkt trafia do kategorii „żywność”, „woda” albo „suplementy”, przestaje wyglądać jak eksperyment z pogranicza pseudonauki, a zaczyna być pozycjonowany jako coś bezpiecznego i powszechnie stosowanego. Jest to o tyle groźne, że klient nie musi nawet aktywnie szukać „cudownego” specyfiku. Wystarczy, że przegląda sklep z żywnością i suplementami i pod wpływem sugestywnych opisów, atrakcyjnych etykiet i niepotwierdzonych obietnic zdrowotnych może kupić nieplanowaną wcześniej wodę plazmowaną lub produkt ją zawierający.


Opis produktu na bazie wody plazmowanej w sklepie Natura Zdrowie
Bezpieczna dla zdrowia?
Dla zilustrowania tego przyjrzyjmy się produktowi firmy VEGA IT Sp. z o.o. o nazwie Ormus Orme Plasma Water. W sklepie Natura Zdrowie w opisie produktu możemy przeczytać, że preparat „jest bogaty w minerały i pierwiastki niezbędne dla naszego zdrowia. Pomaga poprawić odporność, zwiększyć poziom energii, poprawić koncentrację i pamięć oraz wspomaga regenerację organizmu”, a nawet jest „pomocny w walce z chorobami przewlekłymi, takimi jak cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, choroby serca i nowotwory”.
Nie jest to delikatna sugestia, tylko bardzo konkretny komunikat zdrowotny. Problem w tym, że klient nie dostaje jasnej informacji, które dokładnie składniki mają odpowiadać za te właściwości i na jakiej podstawie przypisano im tak szerokie działanie. Dostaje za to przekaz, że produkt ma „być bezpieczny”, a nawet pomagać, wspierać, czy poprawiać zdrowie. Opis mówi wprost: „ORMUS Plasma Water jest polecany wszystkim osobom, które chcą poprawić swoją odporność [...]”. Mamy więc bardzo jednoznaczną informację o polecaniu tego preparatu ludziom.
Czy aby na pewno? Po chwili pojawia się zastrzeżenie o wręcz przeciwnym wydźwięku. Na końcu opisu czytamy: „Niestety produktu nie możemy oferować jako suplement diety ani kosmetyk. Zastosowanie i przeznaczenie pozostaje w gestii nabywcy”.
To modelowy przykład sprzecznego komunikatu. Najpierw czytamy o tym, że produkt jest bezpieczny dla zdrowia, a nawet ma niesamowite właściwości zdrowotne, a następnie, że „niestety” nie może być oferowany jako suplement diety. Sklep nagle zrzuca z siebie odpowiedzialność. Dlaczego? Czyżby nie było badań klinicznych potwierdzających skuteczność produktu? Czy w takim razie na pewno jest on bezpieczny dla zdrowia? Poprosiliśmy sklep o komentarz w tej sprawie, ale do dnia publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Platynowce – niby zaleta, a jednak problem
W przypadku tego konkretnego produktu interesujący jest jeszcze jeden szczegół. W opisie w sklepie Natura Zdrowie pojawia się informacja, że jest to „forma jonowa ORMUS, czyli minerałów i pierwiastków z grupy platynowców, które występują naturalnie w ziemi, glebie wulkanicznej oraz wodzie morskiej”. Dla przeciętnego klienta może to brzmieć tajemniczo i budzić skojarzenia z czymś cennym, rzadkim i wyjątkowym.
Tymczasem w opisie tego samego produktu, tylko w sklepie AleEko w części „sposób użycia”, pojawia się ostrzeżenie: „[P]rzechowywać minimum 2 metry od urządzeń elektronicznych. Ze [w]zględu na zawartość platynowców produktu nie możemy oferować jako suplement diety”.
To, co w jednym miejscu jest przedstawiane jako zaleta, w innym staje się powodem, dla którego produktu nie można oferować jako suplementu. Co więcej, sklep AleEko jednocześnie umieszcza preparat w kategorii „Suplementy diety” -> „Witaminy i minerały”. Zatem produkt, którego nie można oferować jako suplementu diety, sprzedawany jest w dziale suplementów diety. To już nie tylko chaos komunikacyjny, a wprowadzanie klienta w błąd.
Żywność, która nie jest środkiem spożywczym
Podobną mieszankę deklaracji i zastrzeżeń widzimy w sklepach internetowych oferujących wodę plazmowaną firmy Nantes. W sklepie Wyciskaj Zdrowie produkt ten umieszczono w kategorii „Żywność” -> „Soki, syropy, napoje i wody”. Już samo to świadczy o przeznaczeniu do spożycia. Tymczasem opis zaczyna się od ostrzeżenia, że „produkt nie jest lekiem, suplementem diety, żywnością specjalnego przeznaczenia medycznego oraz środkiem spożywczym”, a jego zastosowanie „zależy tylko i wyłącznie od inwencji produktu”. Zaraz potem pojawia się jednak sugestia właściwości biologicznych – zdolności wody plazmowanej do oczyszczania komórek.
Kategoria, w której sklep umieścił produkt, sugeruje więc spożycie, zastrzeżenia – wręcz przeciwnie, a opis balansuje między jednym a drugim. Jak to wszystko rozumieć? Jak żywność może nie być przeznaczona do spożycia?
W sklepie Witamina & Zioło sytuacja wygląda podobnie. Woda plazmowana Nantes znajduje się w kategorii „Żywność” -> „Woda”, choć w opisie znów pojawia się informacja, że produkt nie jest przeznaczony do spożycia. Jeszcze ciekawiej robi się przy wariantach Woda plazmowana NANTES LIFE i Woda plazmowana NANTES (Nano plazma) z ekstraktem z zielonej herbaty. W opisach czytamy, że zastosowany proces obróbki wody „przyczynia się do dużo lepszego nawodnienia i dotlenienia organizmu, przyspieszenia procesów regeneracji tkanek, poprawy funkcji narządów”. Pojawia się też odwołanie do badań przeprowadzonych na roślinach, które miały wykazać poprawę ich rozwoju, oraz zapewnienie, że woda „nie zawiera niebezpiecznych wolnych rodników, ani substancji toksycznych”, co ma czynić ją „bezpiecznym rozwiązaniem dla osób chcących skutecznie poprawić jakość swojego zdrowia”.
To znów typowy chwyt manipulacyjny. Najpierw pojawiają się hasła o zdrowiu i regeneracji, a potem odwołanie do badań, które mają dodać przekazowi wiarygodności. Tyle że badania te przeprowadzane były na roślinach, a nie ludziach. Taki przeskok jest bardzo korzystny marketingowo: badania są, więc można zasugerować zaplecze naukowe, nawet jeśli nie odpowiadają one na pytanie, czy produkt działa i jest bezpieczny dla człowieka. Tymczasem to, że coś działa na rośliny, nie jest żadnym dowodem, że będzie dobre dla ludzi. Nikt przecież nie spożywa żrących nawozów dlatego, że wpływają na regenerację roślin. Taka argumentacja zakrawa na absurd.
W dalszej części opisu znajdziemy już konkretne zalecenia dotyczące spożycia: „W ciągu 2 pierwszych dni kuracji, zaleca się spożycie 0,5 opakowania. Następnie 1 butelka wody dziennie”, a także wskazówkę, by po otwarciu „spożyć wodę w ciągu 24 godzin”. Nie ma tam już żadnego zastrzeżenia, że produkt nie jest suplementem diety ani środkiem spożywczym. Jest za to szczegółowa instrukcja picia.
W mailu przesłanym do redakcji Wiktor Oszczęda, prezes firmy Nantes, twierdzi, że woda plazmowana była kiedyś oferowana jako napój, ponieważ po dodaniu minimalnej ilości ekstraktu roślinnego produkt mógł być legalnie sprzedawany jako środek spożywczy. Według jego relacji Sanepid nie zgłaszał wówczas zastrzeżeń. Z tej formy sprzedaży firma miała jednak zrezygnować, by – jak tłumaczy – uprościć komunikację, ponieważ produkt jest „po prostu wodą”. Jeśli jednak jest to „po prostu woda”, to trudno znaleźć uzasadnienie dla jej wysokiej ceny w porównaniu z wodą mineralną.
Okazuje się również, że pewne zastrzeżenia Sanepidu jednak były, przynajmniej według założyciela firmy i byłego prezesa – Zdzisława Oszczędy. Miały one dotyczyć opisu właściwości napoju z zieloną herbatą, a konkretnie znajdującego się w nim twierdzenia, że „substancje zawarte w zielonej herbacie transportowane dzięki nanocząsteczkom mogą obniżyć ryzyko zawału serca i miażdżycy tętnic, a nawet służyć profilaktyce nowotworowej”. Zgodnie ze słowami Zdzisława Oszczędy Sanepid nałożył na Nantes karę w związku z tymi sformułowaniami.
Na moment publikacji artykułu oba produkty są niedostępne, ale nadal widnieją na stronie, gdzie można zapisać się na powiadomienia o ich ponownej dostępności.
Środek do dezynfekcji lekiem na raka
Inaczej wygląda oferta sklepu dlapacjenta.pl, gdzie woda plazmowana firmy Nantes została umieszczona w kategorii „Środki do dezynfekcji”. Właściciel sklepu napisał nam w wiadomości, że: „Mimo informacji jakie udostępniają [Nantes – przyp. redakcji] świadomie mocno ograniczyliśmy opis produktu i nie prezentujemy jej w katalogu „«wód do picia» ponieważ dostarczone opisy nie do końca w naszej ocenie kwalifikowały produkt jako wodę pitną mimo informacji w ulotce o przepisie jej picia”.
Stanowisko to wyraźnie kłóci się z deklaracjami samego producenta. Wiktor Oszczęda twierdzi w mailu, że firma: „nie ma wpływu na to, że część użytkowników stosuje produkt doustnie i publicznie opisuje swoje doświadczenia”, ponieważ „są to ich indywidualne decyzje”. Trudno jednak mówić o „braku wpływu”, gdy sklep dostaje gotowe wskazówki dotyczące picia do umieszczenia w opisie. Nie jest to więc kwestia wyłącznie samodzielnych decyzji użytkowników, ale też komunikacji, która jasno wskazuje kierunek.
Widać to wyraźnie w komentarzach. Choć sam opis nie zawiera bezpośrednich odniesień do właściwości zdrowotnych ani wskazań do spożycia, opinie klientów pokazują inny obraz: „Woda plazmowana stosowana jest do picia dla osoby chorej na Parkinsona. Długotrwale przez okres około 3 lata”, „Wodę zakupiłam dla swojej siostry chorej na nowotwór szyjki macicy, dla siebie również – profilaktycznie. Świetnie nawadnia, a tak ciężko teraz o żywą wodę. Jest to mój kolejny zakup” czy „piję dopiero 3 raz i jeszcze nie wiem, czy na coś działa”.

Te opinie pokazują, że – niezależnie od formalnej kategorii i opisu – produkt funkcjonuje w świadomości klientów jako preparat do picia, i to picia w kontekście leczenia chorób. Pomimo tego, że sklep oznaczył wodę plazmowaną Nantes jako środek do dezynfekcji! Parkinson, nowotwór, profilaktyka to nie są przypadkowe skojarzenia. Ludzie nie stwierdzają tak po prostu, że zaczną pić środek do dezynfekcji. To efekt przekazu, który od lat buduje wokół wody plazmowanej aurę produktu o szczególnych właściwościach prozdrowotnych.
Podsumowanie
Sklepy nie są tylko biernym pośrednikiem w przepływie informacji. Powielanie sprzecznych komunikatów producentów, wrzucanie wody plazmowanej do kategorii „żywność” czy „suplementy” i dodawanie sugestywnych opisów czyni je wzmacniaczami dezinformacji zdrowotnej.
Klient dostaje jednocześnie dwa wykluczające się komunikaty. Pierwszy brzmi: ten produkt wspiera zdrowie, pomaga przy chorobach, poprawia regenerację i odporność. Drugi zastrzega: formalnie nie jest to suplement, a zastosowanie zależy od ciebie. Efekt jest dezorientujący, a komentarze pokazują, że w praktyce to ten pierwszy komunikat silniej trafia do konsumentów: woda plazmowana bywa kupowana i stosowana jako produkt do picia o właściwościach prozdrowotnych. Drugi służy głównie jako bezpiecznik.
Nie chodzi tylko o przesadzone sformułowania. Chodzi o cały system komunikacji producentów i sprzedawców – od opisów produktów przez kategorie sklepowe po instrukcje stosowania. Klient ma kupić wrażenie, że trzyma w ręku preparat o potencjale leczniczym, nawet jeśli formalnie nikt nie chce wziąć za tę sugestię odpowiedzialności.