Wśród alternatywnych metod terapii boreliozy często przewijającym się rozwiązaniem są zioła. Na rynku znaleźć można całą gamę suplementów, nierzadko odwołujących się do korzystnego, a nawet wprost leczniczego działania przy chorobie z Lyme. Polecane między innymi przez holistów i naturopatów wyciągi, nalewki czy kapsułki na bazie surowców roślinnych można kupić bez wychodzenia z domu.
Skuteczność tych suplementów ma być poparta dowodami i autorytetem rzekomych specjalistów, a odwołania do naturalnych metod sugerują bezpieczeństwo stosowania. Jednak czy roślinne preparaty dają szansę na uzyskanie obiecywanego efektu terapeutycznego? Weryfikujemy, czy na podstawie dotychczasowych dowodów naukowych zioła można traktować jako metodę leczenia boreliozy lub terapii tak zwanego zespołu post Lyme.
W skrócie
- Jedną z popularniejszych i polecanych w sieci niekonwencjonalnych metod „leczenia” boreliozy lub zespołu post Lyme jest suplementacja ziołowych preparatów, którym przypisuje się korzystne dla zdrowia właściwości, w tym rzekome efekty lecznicze.
- Aktualna wiedza w zakresie stosowania roślin nie dostarcza rozstrzygających dowodów na wspomagające czy lecznicze właściwości ziół w boreliozie lub utrzymujących się po antybiotykoterapii dolegliwościach. Wyniki niektórych eksperymentów in vitro są obiecujące, ale nie dają odpowiedzi na to, czy podobny efekt wystąpi w ludzkim organizmie.
- Choć suplementacja ziół może przynosić pewne pozytywne efekty, niesie za sobą także ryzyko działań niepożądanych. W leczeniu boreliozy stosuje się antybiotykoterapię, a postępowanie w zespole post Lyme obejmuje indywidualną, dobraną przez lekarza, często niefarmakologiczną terapię objawową. Wpływ ziół czy suplementów na przebieg choroby nie został dotychczas udowodniony.
- Prozdrowotny potencjał ziół wykorzystywany jest medycynie nie od dziś. Zanim jednak dana roślina stanie się produktem leczniczym, skuteczność i bezpieczeństwo jej stosowania muszą być uwiarygodnione odpowiednimi badaniami. Ziołowe suplementy „na boreliozę” tych warunków nie spełniają – twierdzenia o ich właściwościach terapeutycznych w kontekście choroby z Lyme wprowadzają więc w błąd.
Kategoria produktu: zioła na boreliozę
W aptekach czy sklepach zielarskich można kupić szereg specyfików, które mają stanowić wartościową pomoc, a nawet niezbędny składnik w leczeniu boreliozy. Asortyment suplementów „na boreliozę” jest dostępny również w ofercie e-zielarni, gdzie z dostawą do domu kupimy różnego rodzaju gotowe susze i wyciągi zarówno na bazie jednego surowca roślinnego, jak i ziołowych mieszanek. Produkty są także sprzedawane w formach ułatwiających bieżące dawkowanie, takich jak kapsułki czy płyn w butelce z kroplomierzem.
Zdarzają się nawet całe pakiety kilku suplementów, promowane jako „protokoły ziołowe na boreliozę”. Popularnymi roślinami wykorzystywanymi w tego typu „kuracjach” są: rdestowiec, szczeć, czepota, brodziuszka, czystek czy żeń-szeń. Ich rzekomo korzystne właściwości przewijają się w opisach, nazwach, a nawet opakowaniach preparatów, które w swoim składzie zawierają chętnie wykorzystywane w medycynie alternatywnej zioła.
Wśród przykładów komunikatów marketingowych deklarujących terapeutyczne właściwości ziołowych suplementów można wymienić: „Zioła – zdrowy sposób na boreliozę”, „Leczenie boreliozy ziołami”, „Protokół Buhnera – naturalne leczenie boreliozy”, „Rośliny lecznicze wspomagające leczenie boreliozy”, „Najskuteczniejsze zioła w leczeniu boreliozy”, „Kompleksowa kuracja przeciw boreliozie”, „Skutecznie eliminuje krętki boreliozy”.
W poprzednim tekście sprawdzaliśmy, co na temat niekonwencjonalnych „kuracji” mówi nauka. Z przytoczonych tam opracowań jednoznacznie wynika, że zaliczanie suplementacji ziołowych specyfików do metod leczenia boreliozy lub zespołu post Lyme jest niezgodne z aktualną wiedzą medyczną.
Czy to przekreśla potencjał roślin zielarskich?
Absolutnie nie. Rośliny od wieków są dla człowieka źródłem cennych składników, także takich o właściwościach leczniczych. Surowce i przetwory roślinne są ważną częścią medycyny, szczególnie tradycyjnej – wciąż powszechnie stosowanej na całym świecie. W regionach o ograniczonym dostępie do konwencjonalnych metod leczenia jest to czasem jedyna forma opieki zdrowotnej. Jednak prozdrowotnego potencjału roślin nie należy mylić z panaceum.
Medycyna ludowa jest niekiedy postrzegana jako praktyka przednaukowa, z której jej nowoczesny odpowiednik może czerpać przy tworzeniu skutecznych, bezpiecznych i popartych dowodami naukowymi rozwiązań. Przykładowo, bez odkrycia przeciwzapalnego zastosowania salicyny z kory wierzby prawdopodobnie trudniejsze byłoby opracowanie powszechnej dziś w aptekach aspiryny.
Według Światowej Organizacji Zdrowia nawet 40% nowoczesnych farmaceutyków może pochodzić z surowców naturalnych. Co więcej, produkcja części leków, jak chinina czy morfina, wciąż polega na izolacji substancji z roślin, np. drzewa chinowego lub maku lekarskiego.
W naszym kraju do stosowania w medycynie konwencjonalnej dopuszczonych jest kilkaset gatunków roślin leczniczych. Zioła mogą być użyteczne między innymi w schorzeniach układu pokarmowego czy oddechowego. Niewykluczone też, że rośliny o udowodnionym działaniu znajdą zastosowanie w łagodzeniu objawów, a nawet leczeniu boreliozy czy zespołu post Lyme. Jednak spośród gatunków zielarskich wybór tych o potencjale terapeutycznym jest niełatwy i kontrowersyjny – między innymi z powodu niewystarczających lub sprzecznych danych naukowych dotyczących ich właściwości.
Naturalne i tradycyjne nie znaczy bezpieczne i skuteczne
Sprawę stosowania ziół w medycynie komplikuje też fakt potencjalnego ryzyka. Preparaty na bazie surowców naturalnych, np. sproszkowanych fragmentów czy wyciągów z roślin, najczęściej zawierają naraz wiele substancji biologicznie czynnych, często w zmiennych stężeniach. Ich efekt może być przez to zarówno korzystny, jak i szkodliwy. Zioła, podobnie jak leki, mogą wywoływać działania niepożądane, jednak – w przeciwieństwie do substancji leczniczych – niezamierzone reakcje organizmu na substancje aktywne z roślin są mniej poznane.
Związki aktywne obecne w roślinach mogą wchodzić w interakcję nie tylko z innymi składnikami z ziołowej mieszanki, ale także z przyjmowanymi lekami. To grozi zmianą ich działania. Mniej rygorystyczne standardy produkcji sprawiają też, że ziołowe suplementy mogą być potencjalnym źródłem zanieczyszczeń – drobnoustrojów, pozostałości pestycydów czy metali ciężkich. Choć nie prowadzi się oficjalnych statystyk dotyczących toksyczności, naukowcy ostrzegają przed możliwym zagrożeniem – niektóre dostępne na rynku zioła mogą być niebezpieczne np. dla wątroby.
Przykładowo, w 2021 roku opisany został przypadek pacjentki, u której stwierdzono uszkodzenie tego narządu spowodowane toksycznym działaniem mieszanki ziół przyjmowanych„na boreliozę”. Z kolei dwa lata później w innym czasopiśmie zespół polskich naukowców przedstawił historię pacjenta z żółtaczką oraz uszkodzeniem wątroby, które powiązano z systematyczną suplementacją ashwagandy – jednego z ziół polecanego także w kontekście leczenia boreliozy. Wybrane preparaty z ashwagandą zbadała na początku tego roku Fundacja Badamy Suplementy. Wyniki analiz laboratoryjnych wykazały w części produktów przekraczające normy pozostałości pestycydu o nazwie chloropiryfos – silnego pestycydu zakazanego w Unii Europejskiej. Dlatego stosowanie suplementów, w tym preparatów na bazie roślin, najlepiej konsultować z lekarzem.
Borelioza i zioła. Co na to nauka?
Zanim substancja zostanie wprowadzona do obrotu jako lek, musi przejść ścieżkę skrupulatnych badań oraz procedur potwierdzających mechanizm działania, skuteczność i bezpieczeństwo jej stosowania przez ludzi. Medycyna oparta na dowodach wykorzystuje do tego dane o najwyższej wiarygodności, np. wyniki badań klinicznych. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – PIB zwraca jednak uwagę, że jeśli w interesującym nas temacie klinicznym znajdziemy choć kilka takich publikacji, możemy mówić o dużym szczęściu. W wielu dziedzinach cała nasza wiedza bazuje na dowodach o niższej pewności. O zastosowaniu roślin w boreliozie lub zespole post Lyme wiemy szczególnie mało – dane naukowe są ograniczone, niskiej jakości i często nie wykraczają poza etap przedkliniczny.
Większość wyników dotyczy eksperymentów in vitro – czyli badań przeprowadzanych w laboratoryjnych probówkach czy szalkach, np. bezpośrednio na hodowlach bakterii. Część ziół, także tych oferowanych w internetowych sklepach zielarskich, faktycznie wykazuje potencjał przeciwbakteryjny w stosunku do wywołujących boreliozę krętków. Jednak ludzki organizm jest zupełnie innym środowiskiem niż sterylne szkło – błędnym jest więc założenie, że efekty obserwowane in vitro będą takie same w warunkach żywego ustroju.
Choć pojawiają się także opisy przypadków lub niewielkie badania obserwacyjne, wiarygodność tych dowodów jest zbyt niska, aby twierdzić, że suplementy diety na bazie roślin skutecznie eliminują chorobotwórcze krętki lub leczą boreliozę z Lyme.
Nie oznacza to natomiast, że sytuacja w przyszłości się nie zmieni. Naukowcy w swoich pracach zwracają uwagę, że wykazany potencjał niektórych roślin należy potwierdzić odpowiednimi badaniami – w tym klinicznymi na dużych, randomizowanych grupach pacjentów. Dopiero znając porównywalne wyniki przynajmniej kilku takich testów, będziemy w stanie z większą pewnością stwierdzić, czy rośliny zielarskie znajdują zastosowanie w kontekście boreliozy.
Tradycja stosowania czy współczesne standardy?
Warto zaznaczyć, że zioła mogą być dopuszczone do użytku na terenie Unii Europejskiej jako produkty lecznicze na podstawie uproszczonych wymogów, bez testów klinicznych, o ile istniejące dotychczas dane potwierdzają bezpieczeństwo stosowania, a także uprawdopodobniają skuteczność działania. Procedura takiej rejestracji wymaga też między innymi udowodnionej długiej tradycji wykorzystania danej rośliny w medycynie (co najmniej 30 lat, w tym 15 lat w UE). Przykładami takich specyfików są np. liście mięty pieprzowej czy nagietka lekarskiego.
Mimo łatwiejszej ścieżki wprowadzenia takich preparatów na rynek, w przypadku wszystkich ziołowych produktów leczniczych wymagana jest pełna dokumentacja jakościowa, a także przestrzeganie wielu innych zasad (np. dobrych praktyk wytwarzania, wymogów dotyczących pakowania i etykietowania).
Kompetencje naukowe w tym zakresie ma Europejska Agencja Leków (EMA) – odpowiedzialna za przeglądy i oceny aktualnych dowodów naukowych oraz wydawanie opinii dotyczących zastosowania preparatów roślinnych jako ziołowych produktów leczniczych. Na bazie publicznie dostępnych opracowań agencji możemy więc zweryfikować zasadność wykorzystania właściwości roślin, które są popularne sprzedawane w formie suplementów „na boreliozę” – szczeci, rdestowca, czystka, brodziuszki, czepoty czy żeń-szenia.
W przypadku szczeci i rdestowca w zasobach instytucji nie znajdziemy żadnych informacji lub ocen dotyczących leczniczego zastosowania tych roślin. W odniesieniu do preparatów z liści brodziuszki wiechowatej oraz kory czepoty puszystej EMA podsumowuje, że ze względu na brak wystarczającej ilości badań substancje te nie mogą zostać zakwalifikowane jako ziołowe preparaty lecznicze.
Natomiast czystek kreteński oraz żeń-szeń właściwy posiadają udokumentowany odpowiednimi monografiami status tradycyjnie stosowanych ziołowych preparatów leczniczych, tyle że nie w odniesieniu do boreliozy. Ziele czystka jest użyteczne w łagodzeniu kaszlu związanego z przeziębieniem, a korzeń żeń-szenia – w objawowym leczeniu osłabienia. Na chwilę obecną zioła nie są wymieniane jako metoda leczenia w wiarygodnych rekomendacjach popartych konsensusem naukowym.
Co na to eksperci?
Stosowanie ziół w chorobie z Lyme komentowała wielokrotnie prof. dr hab. med. Joanna Zajkowska, specjalizująca się w leczeniu chorób zakaźnych. Lekarka zauważa, że przypisywanie ziołom właściwości przeciwbakteryjnych jest wątpliwe, choć preparaty mogą mieć inne działania pozytywne, na przykład łagodnie wspierające własne mechanizmy obronne organizmu. Specjalistka wskazuje, że leczenia antybiotykiem nie zastępuje się innymi terapiami, a przyjmowanie preparatów ziołowych, które nie przeszły badań klinicznych, niesie ze sobą ryzyko zatruć czy uczuleń. Cel takiej nierekomendowanej terapii jest przede wszystkim komercyjny i może drenować kieszeń. Jednocześnie przyjmowanie ziół czy suplementów może mobilizować pacjentów do zdrowszego trybu życia i przynosić poprawę samopoczucia. W opinii ekspertki taki sposób dbania o zdrowie po zakończonej terapii antybiotykiem jest najmniej szkodliwy.
Z kolei zespół bydgoskich specjalistów w publikacji na łamach czasopisma edukacyjnego dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej również zwraca uwagę, że w leczeniu boreliozy stosuje się antybiotykoterapię, a wpływ ziół czy suplementów na przebieg choroby nie został udowodniony.
Suplement to nie lek
Do tej pory analizowaliśmy ziołowe specyfiki „na boreliozę” w kontekście medycznym. Z wytycznych lekarzy i specjalistów chorób zakaźnych oraz danych instytucji zdrowia publicznego jasno wynika, że roślinne suplementy diety nie stanowią metody leczenia boreliozy. Aktualne wyniki badań naukowych również nie dają podstaw, aby przypisywać roślinom prozdrowotne właściwości w leczeniu tej choroby. Ustalenie przyczyn i mechanizmu powstania zespołu post Lyme wciąż pozostaje wyzwaniem dla nauki – trudno więc oczekiwać, aby na rynku istniały preparaty o potwierdzonych, korzystnych właściwościach w łagodzeniu dolegliwości z nim związanych.
Jednak rynek suplementów diety nie podlega prawu farmaceutycznemu, a żywnościowemu – to właśnie jego przepisów powinny przestrzegać podmioty handlujące tego typu specyfikami. Dlaczego więc wielu dostępnym w sprzedaży suplementom przypisuje się wprowadzające w błąd właściwości zdrowotne? W jaki sposób są one promowane? Kto je sprzedaje? W kolejnej części naszej serii o pseudomedycznych praktykach i narracjach dotyczących boreliozy przyjrzymy się na wybranych przykładach, jak wygląda oraz działa branża ziołowych suplementów na chorobę z Lyme.


