Lek na malarię innowacyjną terapią w onkologii? Jeszcze nie dziś
Zdrowie

Lek na malarię innowacyjną terapią w onkologii? Jeszcze nie dziś

„System nienawidzi tanich i skutecznych rozwiązań” – między innymi takie słowa słyszymy w mediach społecznościowych o artezunacie. Czy lek wykorzystywany przy malarii radzi sobie lepiej z chorobą onkologiczną niż konwencjonalne terapie?

Jednym z kluczowych narzędzi w arsenale dezinformacji jest jej zdolność oddziaływania na emocje – to właśnie z tego powodu fałszywe narracje często dotykają tematów ze sporym ładunkiem emocjonalnym, np. profilaktyki zdrowotnej czy chorób mogących zagrażać życiu. 

Rzekomo ukrywane leki czy pseudomedyczne terapie w kontekście raka to przykłady szkodliwych i potencjalnie groźnych wątków stale pojawiających się m.in. w mediach społecznościowych. Taki dobór technik i narzędzi ma za zadanie wzbudzić w nas poczucie fałszywego zagrożenia czy nadziei, wpływając tym samym na nasze decyzje i postrzeganie świata. 

Tym razem bohaterem materiałów „o zdrowiu” zbierających szerokie zasięgi stał się lek na malarię, który jest przedstawiany jako alternatywa do konwencjonalnego leczenia onkologicznego. Sprawdzamy, co na temat artezunatu mówi nauka. 

Wiralowy lek na zimnicę

Jakiś czas temu na Facebooku oraz Instagramie pojawiły się trzy rolki, w których przedstawiono artezunat, lek przeznaczony do leczenia malarii, jako innowacyjną alternatywę w leczeniu raka. Materiały wideo zyskały dużą popularność – tylko na samym Facebooku ich łączny zasięg przekroczył 990 tysięcy wyświetleń i 24 tysiące interakcji.

Rolki zostały opublikowane przez dwóch różnych twórców. Jedna z nich opisuje artezunat jako rzekomo proste, tanie i skuteczne rozwiązanie, którego nienawidzi system: „(...) onkolodzy dostają sr*czki, a system medyczny wolałby o tym w ogóle milczeć” słyszymy we wstępie. Po nim następuje formułka o informacyjnym charakterze przedstawianych treści oraz opis rzekomego mechanizmu rozrywania komórek nowotworowych przez artezunat.

W kolejnych dwóch rolkach poznajemy anegdotę dotyczącą rezygnacji z konwencjonalnego leczenia onkologicznego na rzecz medycyny alternatywnej, w tym dożylnych wlewów z artezunatu. Choć słyszymy zastrzeżenia typu „opowiadam Wam swoją historię nie po to, żeby kogokolwiek przekonywać” lub „ta rolka nie ma nikogo do niczego przekonywać i nie zachęcam nikogo do rezygnacji z leczenia zaleconego przez lekarza”, jednocześnie dowiadujemy się o domniemanych zaletach takiej interwencji: znany mechanizm działania, liczne badania (w tym kliniczne), dobra tolerancja u pacjentów, stosowanie w niemieckich klinikach.

Sekcja komentarzy

Wśród licznych komentarzy pod rolkami pojawia się wiele głosów wspierających przekaz, np.: „Słyszałam o tym i o przypadkach rzeczywiście pomaganie organizmu w walce z rakiem dzięki właśnie temu medykamentowi (...)” lub „Nie standard ale jak widać działa co w przypadku leczenia w szpitalach ….no cóż …widzimy co się dzieje … (...)” [pisownia oryginalna].

Niektóre komentarze odwołują się do nieufności wobec systemu ochrony zdrowia czy medycyny opartej na dowodach, np. „Chemia by panią zabiła bo nasza służba zdrowia nie leczy ale zabija” [pisownia oryg.]. Z kolei inne nawiązują do mniej lub bardziej znanych pseudomedycznych rozwiązań, np. „Fenbendazol poczytajcie zagłodzi Raka…” [pisownia oryg.]. Wielu odbiorców dopytuje także o szczegóły omawianych interwencji, np. adres kliniki, przebieg terapii czy możliwości indywidualnego nabycia leku.

Pojawiają się też wypowiedzi nastawione sceptycznie do publikowanych materiałów. W niektórych komentarzach czytamy, że treści wprowadzają w błąd i mogą być zagrożeniem dla osób z diagnozą onkologiczną, np.: „Facet właśnie robisz wodę z mózgu ludziom bardzo ciężko chorym na raka” lub „Pani bierze na swoje sumienie los tych wszystkich ludzi, którzy ciężko chorzy zarzucą leczenie i oddadzą się w ręce szarlatanów” [pisownia oryg.]. Analiza trendów wyszukiwarki Google pokazuje, że po publikacji rolek zainteresowanie artezunatem znacząco wzrosło. Sprawdźmy więc, co na ten temat ma do powiedzenia nauka.

Podsumowanie trendów wyszukiwania słowa „artesunat” w Polsce na przestrzeni ostatnich miesięcy. Widoczny jest gwałtowny wzrost zainteresowania w okolicach daty publikacji omawianych materiałów wideo. Źródło: Google Trends (23.07.2026).

Onkologiczna rewolucja czy internetowy fake news?

Podobnie jak inne pochodne artemizyny – substancji czynnej otrzymywanej m.in. z bylicy rocznej – artezunat należy do grupy leków przeciwmalarycznych. Stanowi substancję pierwszego wyboru w początkowych stadiach ciężkiej malarii (zimnicy) u osób dorosłych i dzieci, stosowany jest także w kombinacjach z innymi preparatami w trakcie farmakoterapii np. niepowikłanej postaci choroby.

Do obrotu na terenie Polski dopuszczony jest jeden preparat do podania dożylnego zawierający artezunat jako substancję czynną. Nie można go jednak tak po prostu kupić w aptece – to lek wydawany na receptę, stosowany najczęściej w warunkach szpitalnych, wyłącznie po konsultacji z lekarzem specjalizującym się w leczeniu malarii. 

Artezunat od ponad dwóch dekad stanowi globalny standard leczenia ciężkiej postaci malarii, a dowodów na bezpieczeństwo i skuteczność farmakoterapii tej choroby nie brakuje. Inaczej jest w przypadku leczenia onkologicznego. W definicji National Cancer Institute – amerykańskiej agencji zajmującej się badaniami nad rakiem – czytamy, że artezunat wykazuje potencjalne działanie przeciwnowotworowe. Potencjalne. 

Badanie kliniczne to nie gotowa metoda leczenia

Badania dotyczące przeciwnowotworowych właściwości artezunatu wykraczają poza etap laboratoryjny, bo na temat wykorzystania tego związku w onkologii znajdziemy przynajmniej kilka ukończonych badań klinicznych. Artezunat nie jest jednak wymieniany w rekomendacjach towarzystw naukowych czy aktualnych wytycznych leczenia onkologicznego zgodnego z medycyną opartą na dowodach (ang. evidence-based medicine, EBM). Dlaczego? 

Bo przeprowadzenie badania klinicznego nie oznacza automatycznie, że dany preparat staje się skuteczną terapią. Wręcz przeciwnie, ten etap ma na celu sprawdzenie, czy konkretna interwencja, która wykazała potencjał np. w hodowlach komórek czy u zwierząt laboratoryjnych, będzie działać u ludzi. Zdecydowana większość, bo ponad 90% wszystkich kandydatów na leki, które wkroczyły na ścieżkę kliniczną, nie przechodzi tej weryfikacji choćby z powodu braku skuteczności lub bezpieczeństwa.

Na rozdzielenie faktycznych zastosowań klinicznych artezunatu od obszarów, w których substancja pozostaje na etapie eksperymentalnym, pozwalają m.in. prace przeglądowe dotyczące przeciwnowotworowych właściwości leku. Płynący z nich wniosek jest jasny: chociaż testy przedkliniczne przyniosły obiecujące wyniki, liczba badań klinicznych oceniających artezunat jako środek przeciwnowotworowy jest nadal ograniczona. Konieczna jest dalsza ewaluacja m.in. skuteczności klinicznej, dawkowania czy toksyczności leku w tym zastosowaniu. 

Choć dotychczas ukończono przynajmniej kilka badań klinicznych, przyjrzenie się opublikowanym wynikom daje odpowiedź, dlaczego artezunatowi jeszcze daleko do końca wyboistej ścieżki, jaką jest opracowanie nowej terapii onkologicznej. Większość dotyczy początkowego etapu – pierwszej z czterech faz, kiedy to pacjentom po raz pierwszy podaje się konkretny lek. Liczba osób biorących udział w tego typu testach jest mała, w omawianym przypadku nie przekracza 30 osób. Co więcej, przeprowadzone dotychczas badania różnią także wybrane cele czy stosowana metodologia, przez co trudno je porównywać ze sobą i doszukiwać się statystycznych prawidłowości – to zdecydowanie za mało, by nazwać artezunat skuteczną alternatywą w onkologii.

Opinia ekspercka jest jednoznaczna

O komentarz ekspercki dotyczący potencjalnego zastosowania artezunatu w onkologii poprosiliśmy doktora nauk medycznych i nauk o zdrowiu Dominika Wawrzutę – lekarza specjalistę radioterapii onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. Jak się dowiedzieliśmy, możliwe działanie przeciwnowotworowe artezunatu bada się już od początku XXI wieku:

 Zainteresowanie nim ma pewne podstawy, ponieważ sposób jego działania może teoretycznie prowadzić do uszkadzania komórek nowotworowych lub zwiększać ich wrażliwość na inne metody leczenia. Trzeba jednak wyraźnie odróżnić działanie obserwowane w laboratorium od skutecznego leczenia pacjentów. Znamy tysiące substancji, które niszczą komórki nowotworowe w warunkach laboratoryjnych. Tylko niewielka część z nich okazuje się później skuteczna i wystarczająco bezpieczna dla ludzi.

Lekarz zaznaczył, że dotychczasowe próby zastosowania artezunatu u pacjentów leczonych onkologicznie obejmowały niewielkie grupy i nie dostarczyły przekonujących dowodów, że lek poprawia wyniki leczenia. Obecnie prowadzone są pojedyncze randomizowane badania oceniające jego skuteczność. Nie oznacza to jednak, że można bezpiecznie dołączać go do terapii lub stosować na własną rękę. Poza badaniami klinicznymi nie ustalono ani optymalnych dawek, ani zasad bezpiecznego połączenia artezunatu z leczeniem onkologicznym. Należy również pamiętać, że nie jest on substancją obojętną dla organizmu i może wywoływać działania niepożądane. Jak podsumowuje ekspert:

Skuteczność artezunatu w leczeniu chorób nowotworowych nie została dotychczas udowodniona. Nie ma wiarygodnych dowodów potwierdzających, że przedłuża życie, zmniejsza ryzyko nawrotu choroby lub zwiększa szanse na wyleczenie. Artezunat nie ma obecnie uznanego miejsca w standardowym leczeniu onkologicznym i nie powinien zastępować chirurgii, radioterapii, chemioterapii, immunoterapii ani innych metod o potwierdzonej skuteczności. Jego stosowanie w celach przeciwnowotworowych powinno odbywać się wyłącznie w ramach odpowiednio prowadzonych badań klinicznych.

Czego influencer Ci nie powie

Choć omawiane materiały opisują artezunat jako innowacyjną alternatywę dla konwencjonalnego leczenia raka, ich charakter jest nieco inny. W rolce na profilu Arkadiusza Mańkowskiego artezunat przedstawiony jest jako tanie i skuteczne rozwiązanie, wobec którego nie ma wątpliwości. Między innymi z tych powodów ma być ukrywane przez system. 

Całkowicie pominięty został kontekst, który towarzyszy rzetelnym dyskusjom poświęconym potencjalnym właściwościom przeciwnowotworowym preparatu. Zamiast tego mamy emocjonalny przekaz, fałszywe nadzieje, konspiracyjne tezy i podważanie zaufania do lekarzy oraz medycyny. Opis mechanizmu zabijania komórek nowotworowych, informacje o wywróceniu współczesnej onkologii do góry nogami czy zmowie milczenia systemu medycznego wokół „cudownego” leku to przekaz zaprojektowany tak, aby wzbudzić zaufanie do nadawcy i wywołać reakcję odbiorcy.

W rolkach opublikowanych na profilu Bella Szymanski przekaz jest bardziej wyważony. Z jednej strony słyszymy, że terapia artezunatem nie jest standardem w leczeniu onkologicznym, a nad związkiem potrzebne są jeszcze kolejne badania. Z drugiej poznajemy ze szczegółami anegdotę o rezygnacji z konwencjonalnego leczenia onkologicznego na rzecz dożylnych wlewów z artezunatu, poparte wybiórczymi wnioskami z postępów naukowych.

Rozdwojenie komunikatu

W polskiej wersji Gry o Tron Benjen Stark mówi: „Wszystko, co słyszymy przed »ale«, jest nieważne”. To oczywiste uproszczenie ma pokazać, że w wypowiedzi opartej na kontraście liczy się to, co następuje po słowie „ale”. To tam umieszczany jest akcent, który często niweluje lub osłabia stojące w kontrze otwarcie.

W przypadku omawianych rolek spotykamy się z podobnym zabiegiem: nie zachęcam, ale ja rezygnuję z leczenia; potrzebne są jeszcze badania, ale istnieją już skuteczne terapie w klinikach; nie namawiam, ale to prawdziwa rewolucja w onkologii. O wykorzystaniu podwójnych (sprzecznych) komunikatów w przekazach okołozdrowotnych pisaliśmy już przy okazji promocji wody plazmowanej, promowanej m.in. jako lek „na autyzm” czy chorobę Parkinsona. 

Nadawcy tego typu wiadomości promują lub oferują swoje, rzekomo korzystne dla zdrowia, rozwiązania przy jednoczesnym zastrzeżeniu, że przekazywane informacje nie powinny być traktowane jako porada zdrowotna lub metoda leczenia. Choć w przypadku artezunatu nie mamy do czynienia z bezpośrednią sprzedażą produktu, mechanizm jest podobny. 

Pojawia się konkretna obietnica zdrowotna, uwiarygodniona odpowiednimi trikami komunikacyjnymi, która następnie opatrzona jest klauzulą mającą odsunąć odpowiedzialność za podejmowane działania. W ten sposób zastawiana jest pułapka na odbiorców: fałszywa nadzieja i iluzja „zakazanej przez system” wiedzy silniej działają na nasze emocje niż poprzedzające je zastrzeżenia. Pominięty kontekst, dowód anegdotyczny czy cherry-picking mają wzmacniać taki wprowadzający w błąd komunikat, który w kontekście zdrowia jest nie tylko nieuprawniony, ale też potencjalnie niebezpieczny.

Co na to autorzy?

W sprawie naszych ustaleń zwróciliśmy się z prośbą o komentarz do twórców omawianych rolek. Do czasu publikacji tekstu uzyskaliśmy odpowiedź jedynie od Bella Szymanski. Jak twierdzi autorka rolek, nie przedstawiła ona artezunatu jako rozwiązania w chorobie nowotworowej ani zamiennika leczenia onkologicznego – a jedynie omówiła własne doświadczenie, aktualne badania kliniczne czy zastosowanie artezunatu jako elementu „medycyny integracyjnej”. Nie zgadza się również z naszą diagnozą, że tak przedstawiona historia stanowi zagrożenie dla pacjentów.